środa, 1 października 2014

Jabłka i schody, czyli wyzwanie października

Zgodnie z pierwszym dniem nowego miesiąca, czas na wyzwanie na najbliższe tygodnie.
Pozostając na fali mody na jedzenie jabłek na złość Putinowi, postanowiłam dołączyć do tej akcji.
Postawiłam sobie podobne wyzwanie już kilka miesięcy temu - niestety, nie w stu procentach.



Dlatego ponawiam mój plan: jeść jedno jabłko dziennie przez cały październik.
Oczywiście polskich, o co będę pytać przy zakupach :)

Do jabłkowego wyzwania dołączam schody do szóstego piętra.
Będę Was informować z placu boju :)
Liczę, że do mnie dołączycie :P

Powodzenia!

DZIEŃ 1 - Szału nie było. Schodami zeszłam raz przed 15, wróciłam nimi na górę po 22. Zadyszka: troszkę była, choć robię dziennie minimum 3,5 km pieszo. Jabłko zjadłam na kolację.

DZIEŃ 4 - Zapomniałam kupić jabłek, po schodach tylko zeszłam. Tragedia. Muszę się zmusić do noszenia siatek pieszo, a nie z pomocą windy.

DZIEŃ 7 - Z jabłkiem nie było problemu, ze schodami jeszcze nie idealnie. Jesteśmy na etapie burzliwych rozmów. ;P

DZIEŃ 9 - Jabłko w południe, 127 schodów dwa razy dziennie :D

DZIEŃ 15 - Schody 0 - 1 Winda. Jabłko zjedzone wieczorem.

DZIEŃ 23 - Nadrabiam jabłka, nadrabiam schody.

DZIEŃ 24 - Schody razy dwa, w tym raz z naładowanym do pełna plecakiem i torbą zakupów. Jabłko na śniadanie. Hell yeah!

DZIEŃ 29 - Jabłko check, 400 schodów check :)

DZIEŃ 31 - Schody : 15 stopni razy miliard, jabłko na podwieczorek.

PODSUMOWANIE:

Fatalnie nie było, ale przyznaję, mogło być lepiej. Schodzenie w dół wychodzi mi znakomicie - 100% normy. W górę jest gorzej, zwłaszcza, jeśli jesteś po prawie osmiogodzinnym pobycie bez przerwy na uczelni i masz siaty zakupów. Ale nie ustaję w wysiłkach! Idzie listopad! Czas na nowe wyzwania:)
Paulina

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz