niedziela, 7 grudnia 2014

Koniec tygodnia (w domu)

Witam Was po mikołajkach :) Ja swoje spędziłam w cieple rodzinnego domu, przy kominku i pierogach :) Nie zabrakło też ciekawych lektur. Zapraszam :)




 Otrzymałam niezawodny prezent od Św. Mikołaja (czytaj: mamy):


Zgodnie z ruchem wskazówek zegara: kule piorące (niestety Ariel, ale muszę przyznać, że są bardzo dobre), mgiełka do ciała i włosów z Ziai, witaminy Calcenato (Rzeszów), mój ostatni ulubieniec, czyli rycynowy krem do rąk z Exclusive (Warszawa), Skrzypovita, pomadka z Sylveco (genialna, polska firma) oraz krem do twarzy z Oriflame (o dziwo, zrobiony w Polsce!)


nieudana próba kolorowego makijażu za mną - cienie z Douglasa nie nadają się do niczego, a do rozcierania zwłaszcza. Anty-polecam!







herbata malinowska (i ten kubek z błędem...), kominek i proziaki domowej roboty :)


pierogi mojej mamy vs. ...


dwukolorowa galaretka Gellwe pomarańczowo - jagodowa. (Food care, Zabierzów dla Gellwe) Naturalnie wygrały pierogi, ale galaretka wygląda genialnie i jest bardzo łatwa w przygotowaniu.


Skończyłam po raz drugi czytać ,,Tak sobie myślę..." Jerzego Stuhra, (międzyczasie zobaczyłam ,,Pokłosie"), zaczęłam czytać kolejne wydanie felietonów ks. Bonieckiego i ,,Oblicza realizmu". 


nie obyło się też bez analizy programu Cricoteki i i specjalnego wydania Tygodnika Powszechnego (Przypadek? Nie sądzę!) o Tadeuszu Kantorze, Jeśli mało wam skojarzeń, to powiem, że jutro mija 24 lata od jego śmierci.














W moim pokoju zaistniała już część świątecznych ozdób - dałam się ponieść niskim temperaturom i nie wytrzymałam do wigilii. 

Miłego tygodnia!

PS Od jutra na blogu kolejny ,,Tydzień z..."!





2 komentarze: