poniedziałek, 29 grudnia 2014

Szafo, zwolnij, czyli slow fashion

Witajcie moi drodzy!
Czas na pierwszy post z nowej serii  ,,Szczypta teorii", w której postaram się Wam przybliżyć działanie m.in. polskich marek, poruszyć problem konsumpcjonizmu i jakości.
Zapraszam do lektury!

Slow fashion po polsku

Kilkanaście dni temu zaczęłam czyta bloga pani Joanny Glogazy - styledigger.com. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że jestem ostatnią osobą na ziemi, która nie czytała bloga Joasi. Bo znać, znałam. Z lekturą było gorzej.

W końcu znalazłam wolny wieczór, kliknęłam... i wsiąknęłam. Myślenie, jakże sensowne i logiczne, odświeżyło mój mózg i zmieniło sposób myślenia. Z każdym zdaniem coraz bardziej potakiwałam autorce. Ze zdrowym rozsądkiem i bez wyrzutów sumienia.

Jeśli chodzi o zakupy spożywcze, kulturalne, domowe, prezentowe itd. mam stałe, mocne zasady z których jestem zadowolona i które się nie zmieniają. Problemem dla mnie stały się zakupy modowe/odzieżowe, które przejmowały nade mną kontrolę, a nie na odwrót. Nie znaczy to, że stałam się zakupoholiczką, nie wydawałam całej zawartości portfela w jednym sklepie, ale pod koniec każdego roku znajdowałam ubrania w których nie chodziłam, nie lubiłam, ich ubieranie nie było dla mnie przyjemnością. Jasne, można powiedzieć: ,,Heh, przecież jestem kobietą/kobiety tak mają/potrzebujemy dużo ubrań/taka natura/co pan zrobisz, nic pan nie zrobisz" i tak dalej. NIE. No właśnie nie. Bo jaki jest sens w tym aby nasze życie, które jest zależne od nas, tłumaczyć wytartymi hasełkami czy stereotypami? Żaden.

Jestem pedantyczna. Ułożone, zaplanowane życie daje mi zadowolenie i poczucie bezpieczeństwa. Chcę mieć pozytywny wpływ na to, co cenię. A cenię tych i to, co szanuje mnie i innych. Uczciwych producentów, dbałość o wykonanie i warunki pracy, jakość. Myśląc o sile konsumpcjonizmu, byle-jakości i nietrwałości tego, co kupujemy, moje pragnienia wydają się być jedynie niedoścignionymi marzeniami. Ale kto nam zabroni marzyć? Przecież warto spróbować.

Kończąc już ten przydługi wstęp, pragnę przedstawić Wam subiektywne zasady slow fashion, czyli nurtu mającego na celu zwiększenie świadomości o tym, co ubieramy na siebie, w zgodzie z sobą, naturą, myślą ,,mniej znaczy więcej"; nastawionego na ciekawość, nieskończoną, kreatywną zabawą tymi samymi elementami.

Jeśli jesteście zainteresowani tym tematem, odsyłam was do manifestu slow fashion autorstwa Joanny - klik

SZAFO, ZWOLNIJ! 
Zasady zakupów modowych wg Dobre, bo z Polski:

1. Kupuję tylko to, co odpowiada w 100% moim potrzebom.
Nie kupuję ubrań, których nie potrzebuję (bo po co mieć 5 czarnych koszulek?), nie kupuję ubrań z wadą (bo zawsze będę o niej pamiętać i myśleć, mając na sobie), nie rezygnuję z wymarzonych fasonów, które mam w głowie, tylko dlatego że nie mogę znaleźć ich w ciągu tygodnia - widocznie źle szukam. Nie kieruj się hitami sezonu - ubranie dopasowane do ciebie i twojej sylwetki zawsze będą ponadczasowe.

2. Pozbywam się tego, czego nie noszę. 
Jeśli jest coś, czego nie ubrałaś w ciągu roku, nie łudź się, że kiedykolwiek do włożysz. Ubrania służą do noszenia, nie do wiszenia na wieszaku. To samo tyczy się za małych/za dużych ubrań. Dam konia z rzędem komuś, kogo kusa sukienka zmotywowała do zrzucenia wagi. Zatrzymuj tylko te ubrania, które ci się podobają, masz ochotę je włożyć lub są pamiątkowe. Ale nie bądź bardzo sentymentalna. Zrób zdjęcie - zajmuje mniej miejsca w szafie :) Jeśli postanawiasz sprzedać ubrania - daj sobie limit czasowy. Możesz zorganizować domową wyprzedaż, swap party lub wystawić odzież na Vinted lub szafa.pl. Po miesiącu niesprzedane elementy oddaj do Caritasu, PCK lub pojemników dla second- handów. Ubrania, które mają miejsce w szafie, nie są atakowane przez mole (które kochają, ciemność, ciasnotę, ścisk i brak powietrza), nie defasonują się i nie musisz ich znowu prasować przed ubraniem. 

3. Robię zakupy kiedy mam na to czas, czuję się dobrze i faktycznie czegoś potrzebuję. 
Zakupy robione w pośpiechu nigdy nie były dla mnie przyjemnością, bo spędzałam na nich czas na pilnowaniu zegarka, a nie oglądaniu ubrań. Nigdy nie robię zakupów chora, niezadowolona z siebie czy swojego wyglądu. Mam listę, nawet gdy robię zakupy online. Ubrania mają głównie odzwierciedlać twoje potrzeby - kupowanie samych spektakularnych kreacji rodem z estrady sprawiłoby że moja garderoba wyglądałby świetnie na zdjęciach do ,,Poradnika Garderobianej", nie na co dzień. 

4. Lumpeks - tak. Zwłaszcza dla dodatków i bawełny.
90% moich t-shirtów mam z second - handów, tak samo jak skórzane paski, chusty i szaliki. Nie kupuję tam tylko butów i bielizny. Znajdowanie interesujących mnie ubrań z dobrych tkanin, a nie sztucznych mieszanek jest mile widziane, zwłaszcza za niską cenę.

5. Tworzę listę swoich ulubionych polskich marek
Jest to bardzo trudny etap, gdyż nie jest łatwo znaleźć markę, której większość ubrań byłaby wykonana na takim samym, dobrym poziomie w odpowiadającej mi cenie. Dlatego tańsze marki kupuję w ich autorskich sklepach, które mam ,,zasubskrybowane" i otrzymuję newsletter na pocztę z rabatami, a droższe (jeśli mam czas) sprawdzam na Ceneo i szukam najtańszych propozycji. Z tańszymi też tak czasem robię - sprawdzam źródła, patrzę na komentarze i cenę wysyłki.


Co myślicie? Co byście dodali do tej listy? Wiem, że nic nie napisałam o jakości, ale jest to temat na duży, długi wątek.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz