piątek, 10 lipca 2015

#Lipiec w książkach: ,,Książka kucharska dla samotnych i zakochanych"

zapraszam na Facebooka - w ramach akcji dużo aktywności :)


Dni lecą, a wyzwania miesiąca dawno nie było... Do końca lipca pozostały trzy tygodnie, więc nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem - chcę jeszcze zrobić coś pożytecznego! Szczegóły w tym poście. Zapraszam!

W odchłaniach internetu natknęłam się na kilkuletni spot reklamowy akcji ,,Czytaj. Zobacz więcej"...


Antyreklama bardzo przypadła mi do gustu. Tak bardzo, że chcę zmobilizować Was (i siebie) do czytania w te wakacje!

Wydaje mi się, że odkąd pamiętam czytam dużo, nie tylko książek. I nie tylko na studiach. Jednak wydaje mi się, że moje czytanie na zajęcia, na egzaminy jest czytaniem innym - może nie tyle pobierznym, co nastawionym na konkretne słowa, problemy, tematy. Czytaniem na jutro i ,,na wczoraj".

W lipcu, sierpniu, wrześniu mam dużo wolnego czasu. Spora jego część przypada na lekturę tego, co nowe, zaległe, nieodkryte. Na to, co jest moim, nienarzuconym wyborem.
W moim rodzinnym domu zawsze było dużo książek, są prawie w każdym pokoju. Wielu z nich jeszcze nie znam, korzystam także z lokalnej biblioteki (możliwość zamówień online znacznie ułatwia poszukiwania!). Książki kupuję, najczęściej przez internet. Przeczytane okazy sprzedaję, posyłam w świat, dzielę się ze znajomymi.

W trakcie tych trzech tygodni pragnę podzielić się z wami recenzjami kilku (może siedmiu, może dziesięciu, może więcej) przeczytanych przeze mnie w ostatnim czasie książek. Żeby Was nie męczyć (i tym samym utrudnić sobie zadanie), książki związane w tematem moim studiów pominę. Chciałabym też zorganizować książkową wymiano-wyprzedaż dla moich przyjaciół.

Ale przede wszystkim... czekam na Waszą aktywność! Liczę, że mnie nie zawiedziecie :) Z chęcią zobaczę zdjęcia i poczytam o Waszych aktualnych lekturach - na blogu, na Facebooku, na Instagramie, Google+ itd. Czekam na linki :)

PS na moim blogu na bocznym pasku po prawej stronie wstawiłam moją biblioteczkę z portalu lubimyczytać.pl, dzięki czemu nacie stały podgląd moich najnowszych czytelniczych fascynacji :) Jeśli także macie swoje e-biblioteczki, to chętnie je zobaczę, a jeśli nie znacie tej strony - koniecznie ją sprawdźcie. Jest bardzo pomocna :)

Swoje książki, ebooki, gazety, prenumeraty, ulubione artykuły, blogi, posty możecie oznaczać tagiem #lipiecwksiazkach i/lub #dobrebozpol . Trzymam kciuki i z góry dziękuję za... promowanie czytelnictwa! 

Udowodnijmy, że czytać można wszędzie: w domu, na tarasie, na balkonie, na trawie, w autobusie, samochodzie, samolocie, nad morzem i w górach! Do dzieła!

Na dobry początek recenzuję dziś książkę Marii Lemnis i Henryka Vitry'ego Książka kucharska dla samotnych i zakochanych.



Kilka faktów o samej książce:
  • Maria Lemnis i Henryk Vitry nie żyją. Nigdy realnie nie istnieli. Za tym wymyślonym pseudonimem stoi Tadeusz Żakiej.
  • Książka została ukończona w 1958 roku, wydrukowana rok później. Wydanie czwarte, które posiadam, jest starsze od pierwowzoru o 10 lat. 
  • Co oznacza, że treść książki ma 57 lat, a sam ,,papier" 47 :)
  • Okładkę i zabawne ilustracje wykonał Mirosław Pokora, popularny ilustrator literatury dziecięcej. Sporo bajek, wydanych w latach 60. i 70. zawiera jego rysunki.
  • książkę wydały Warszawskie ,,Iskry".

Ten oto egzemplarz, długości mojej dłoni, należy do kulinarnych zasobów mojej mamy. Kiedyś miałam ją w rękach, nie czytając jej od deski do deski. Teraz powróciłam do niej i zostałam całkowicie wciągnięta. 
Książkę otwiera wstęp skierowany do czytelników. Zdumiewające jest to, jak w kilku zgrabnych zdaniach autor owija czytelnika wokół palca. Momentalnie wierzymy, że faktycznie istnieje para małżeńska Marii i Henryka. Jak to brakowało im wiedzy i, jako zakochani, uczyli się gotowania. Befsztyki, zaręcznyny, własnoręcznie przyrządzony zimny bufet ślubny - historia na piątkę z plusem. Aż trudno uwierzyć, że fikcyjna. A może autor inspirował się w swoich książkach faktycznie istniejącą parą kulinarną. Kto wie...



Dalej książkę otwiera rozdział Wolę nie jeść niż samego gotować, w którym to autor/rzy próbują udowodnić, że zdrowe, szybkie i tanie gotowanie jest możliwe. I nie wymaga wielu umiejętności. Dodatkowo przekonują nas o pozytywach racjonalnego żywienia, zdrowego stylu życia a nawet myciu naczyń. W skrócie - dziewięć stron na nieogarniętych piskląt wyrzuconych lub pozbawionych gniazda. Nawet jeśli sądzicie, że wszystko wiecie, polecam Wam przeczytanie tego wstępu. Raz - jest napisany zwięzłym i zabawnym językiem, tak jak i cała książka. Dwa - szybko przekonacie się, czy ta lektura będzie przyjemnością. Jeśli nie odpowiada wam taki ton, lepiej odstawcie ją na półkę i wybierzcie coś innego, zamiast marudzić. Uwaga! Nie mylić z płytkim rozumieniem tematu! Jak dla początkujących kucharzy i kuchcików, książka opracowana jest bardzo dobrze.

Po wstępie i rozdziale o instrumentach kuchennych (który jest gotową listą niezbędnego arsenału kuchennego z krwi i kości, choć według autora w wersji mini) mamy dwa rodziały o historii żywienia i kuchni polskiej. Polecam zwłaszcza tym, którzy pisarze nie znają się  na gotowaniu.

Następnie przechodzimy do samej macierzy książki, czyli przepisów!


Tu także miłe zaskoczenie. Cały arsenał receptur został podzielony na zwięzłe i sensowne rozdziały. Od produktów najłatwiejszych do procesów i rytuałów kulinarnych. I tak od jaj, zup, ziemniaków, mięsa, ryb i wędlin przechodzimy do sałat, jarzyn gotowanych, makaronów i produktów mącznych, kasz, sosów, chleba, tłuszczy i serów. Rozdziały zamykające dotyczą gościnności, prodiża (Ha! Kot wie? Kto pamięta?) alkoholu, kuchni campingowej, otyłości, kuchni dla kierowców, zapasów kuchennych, ziół, porad i układania posiłków. Masa informacji, ale bez lania wody.

Każdy rodzialik rozpoczyna krótki tekst o danym produkcie: skąd się wziął na polskim stole, jak obrabiać, z czym jeść. Przepisy są wytłuszczone, oddzielone, ale pisane całymi zdaniami, bez wyłuszczania składników na pierwszy plan. Acha, i dkg to obecnie dag (10g =1 dag), nie pomylcie się. Przepisy są naprawdę bardzo proste - wiele z nich jest bardzo oczywistych i na pewno robiliście je nie raz, nawet z głowy. Bardzo dobre jest to, że wszystkie wartości podawane są w miarach łatwych do określenia (nie trochę, ciut, ale gram, dekagram, kilogram, łyżka, łyżeczka, garść, wielkości orzecha, dłoni itd.) 

Nie znajdziecie tu dań z wymyślnymi składnikami. Większość z nich opiera się na produktach krajowych, dostępnych sezonowo lub cały rok w Polsce. 
Książka jest świetna dla pań i panów, dla kuchennych laików i dla zaawansowanych - ku ciekawości kuchni sprzed kiludziesięciu lat i dla przypomnienia tego, co oczywiste (albo i nie). Polecam zwłaszcza studentom - rozdział o Pracy całonocnej to majstersztyk. Rzućcie tylko okiem i spróbujcie wykonać coś takiego w trakcie sesji! Czy współczesna ,,młodzież" miałaby ,,jaja" żeby coś takiego zrobić?




Czego brakuje mi w tej książce?

  • informacji na temat podziału gatunków mięsa np. co to jest łopatka, karkówka, polędwica, schab itd. - autor uznał zapewne, że zdobycie jakiegokolwiek mięsa jest już dużym sukcesem (lub że wszyscy to wiedzą)
  • informacji o... przechowywaniu w lodówce! Otóż nie wszyscy wiedzą, że przechowywaniu niektórych produktów w odpowiednich miejscach zapobiega przenoszeniu się zapachów, gromadzeniu lub utracie wilgoci, przedłuża świeżość żywności i żywotność sprzętu. Z drugiej strony wiem, że lodówka w latach 50. i 60. była wielkim, niedostępnym luksusem, zwłaszcza na wsi i w małych miastach. Autor udziela masę wskazówek w jakich warunkach i gdzie w gospodarstwie domowym należy trzymać produkty spożywcze. Przydatne, kiedy przychodzi nam funkcjonować bez lodówki, w czasie długotrwałego braku prądu. A jak posiadamy spiżarnię lub piwnicę, to już w ogóle jesteśmy królami świata :)
Podsumowując, książkę polecam jako przewodnik w świecie kulinarnym, racjonalnego odżywiania i jako wyśmienitą lekturę kuchni naszych babć i mam. Jeśli szukacie książki z humorem i bez nadęcia szefa kuchni to lektura dla Was. Spójrzcie chociaż na te obrazki pana Pokory, istna kropka nad i:







To wszystko na dziś, do niedzieli!
Pamiętajcie o czytaniu!



#lipiecwksiazkach
#dobrebozpol

Pozdrawiam,
Paulina

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz