środa, 15 lipca 2015

#Lipiec w książkach: ,,Zamień chemię na jedzenie"


Okryte sławą książki pani Julity Bator zbudziły moją ciekawość już kilka miesięcy temu. Nareszcie mam okazję, by podzielić się z Wami moim zdaniem na ich temat.
Interesuję się zdrowym odżywianiem (nie tylko ze względu na modę). Moją wiedzę głównie opierałam na programie ,,Wiem co jem", produkcji TVN Style. Według mnie, jest to jeden z najlepiej wykonanych i prowadzonych programów, który można zobaczyć w telewizji od kilku lat. 


Podczas lektury często konfrontowałam moją dotychczasową wiedzę z tym, co czytałam w danym rozdziale. Z kilkoma rzeczami trudno mi było lub jest się zgodzić. Nie oznacza to wcale, że książka ta jest źle napisana lub zawiera błędy. Pamiętajmy o tym, że ,,ile ludzi, tyle prawd" i każdy z nas na prawo do własnego zdania. Pani Julicie należą się wielkie brawa za to, że wzięła sprawy w swoje ręce i własną, wewnętrzną (i zewnętrzną) siłą postanowiła zawalczyć o zdrowie, samopoczucie i przyszłość swoją i swoich bliskich. Tego jej gratruluję, bo spotykam wiele osób, które potrafią marudzić i psioczyć na własne życie. A zrobić cokolwiek, by tą sytuację zmienić już im się zwyczajnie nie chce.



Książka jest napisana i złożona w sposób bardzo zorganizowany i zwięzły. Przypomina mi wręcz dobre, studenckie notatki :) Nie jest to albumowa książka kucharska - nie zawiera zdjęć czy szkiców. Choć przepisów znajdziemy w niej sporo i cała ich lista zawarta jest na pierwszych stronach. Mój egzemplarz ma miękką okładkę i zaokrąglone rogi, przez co książkę czyta się szybko i wygodnie, nawet w niekomfortowych warunkach.

Skrócony spis treści:

Lista przepisów
Wstęp
Jak korzystać z poradnika
I. przypadki strapionej matki
II. Żywność - instrukcja obsługi
III. Brzydkie wyrazy
IV. Czym skorupka za młodu nasiąknie
V. Jak jem kaszę, nie grymaszę!
VI. Jak pachnie brokuł?
VII. Ile mięsa w mięsie?
VIII. Zdrów jak ryba
IX. Tłuszcze
X. Sól
XI. Bakalie
XII. Instant karma, czyli produkty błyskawiczne
XIII. Soki i napoje
XIV. Słońce w słoiku, czyli o przetworach
XV. Czy woda zdrowia doda?
XVI. Leki nie z bożej apteki
XVII. Żywieniowy recykling
XVIII. Zwierzę też człowiek
XIX. Plastik nie jest fantastic
XX. Rady ogólne
Zakończenie
Indeksy
Przydatne serwisy internetowe
Źródła



Wstęp i początek poradnika jest napisany bardzo dobrze, co nie jest dla mnie częstym widokiem. Autorka przedstawia krótką historię zywienia swojej rodziny oraz pobudki do wprowadzenia zmian. Dokładnie zastrzeża, że nie jest to książka naukowa, medyczna, dietetyczna, nie jest uniwersalnym antidotum na wszystko i dla wszystkich. To jest jej książka, oparta na jej doświadczeniach, które uważa za ważne i pomocne.



Poradnik ten skupia się na trzech sektorach: sprawdzaniu składów produktów, wiedzy o składnikach negatywnych oraz pozytywnych oraz kupnie bądź tworzeniu takich produktów, które będą ,,jedzeniem" a nie ,,chemią". Powiem od razu - według mnie ta książka nie będzie idealna pozycją dla żywieniowych laików. To nie jest lekka powieść. Ta książka wymaga refleksji. Nie wiem, czy autorce się to udało, być może takie wnioski powinny właśnie wynikać po lub w trakcie lektury, ale na początku oddzieliłabym myślenie o środkach dodawanych do żywności od pojęcia rozsądku. Autorce nie zależy na zbudowaniu twardego, jednostronnego zdania. Też zdarzają się jej odstępstwa od zasad. W takim razie czy można oczekiwać prostych reguł dotyczących dodatków chemicznych? Pewnie każdy czytelnik ustali je sam. Jak brzmią moje?

1. Wszystkie ,,wzbogacacze" w jedzeniu są zjawiskiem stosunkowo nowym i o wielu z nich ciągle wiemy zbyt mało.
2. tym samym to, co ustalone jako ,,negatywne" lub ,,pozytywne" może zmienić swój charakter.
3. Co za dużo, to niezdrowo, tym bardziej, jeśli łączymy żywność, która ma różne dodatki chemiczne.
4. Jeśli możesz, produkuj jedzenie sam, żebyś miał kontrolę nad tym, co jesz (więcej na ten temat w drugiej książce pani Bator)
5. Jeśli nie masz takiej możliwości, kupuj te produkty, które nie zawierą dodatków, zostały poddane właściwej obróbce lub zawierają bezpieczne konserwanty w bezpieczny stężeniu.

Cieszę się, że autorce udało się zawrzeć trochę informacji o rynku konsumenckim, prawach dotyczących produkcji i sprzedaży żywności, czytaniu etykiet. Zarówno te części, jak i cała książka ma dobrze opisane źródła i jest przygotowana merytorycznie. Każdy podrozdzialik kończy się jedno- lub dwuzdaniowym wnioskiem. Duży plus!


Minusy?

Dużych wad czy błędów w książce nie zauważyłam. Wiem, że niektóre tematy wymagałyby rozszerzenia, ale dietetyka to temat bez dna. 

- Zastanowiłabym się, czy inne mąki i zboża (oprócz pszenicy) nie są modyfikowane, czy jakość zawsze wymaga czasu (do udało się już podważyć w drugiej książce). 
- Teraz każdy olej rzepakowy jest bezerukowy.
- Większość soli kuchennych nie ma żelazocyjanku potasu.
- Nie polecam suszenia jabłek na grzejnikach, bo kto z Was ostatnio je czyścił? Chyba, że chcecie jeść kurz. 
- Nie zapominajmy, że granulowany czosnek ma w torebce antyzbrylacze.
-Nie każdy przepis w internecie czy gazecie zawiera lokowanie produkcenta kostek rosołowych. Łatwo oddzielić reklamę od przepisu czytelnika. 
- Liofilizacja nie jest złym procesem.
- oprócz tego, co można mrozić, trzeba także wiedzieć jak długo!
- bułka tarta zrobiona z chleba będzie odparzać się od mięsa

Ogólnie książkę oceniam bardzo pozytywnie, jest świetną kopalnią wiedzy. Skoro dbamy o samochód, sprzęt, ubrania, buty, może w końcu czas zadbać o nasze jedzenie?



Czekam na Wasze opinie, komentarze i aktualne lektury. Przypominam o tagowaniu #ocalksiazki #lipiecwksiazkach #dobrebozpol

Pozdrawiam,

Paulina

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz