niedziela, 27 września 2015

Koniec lata, koniec wolnego... - Co się działo we wrześniu?

Dziecko contra aparat. Kto wyjdzie cało z tej konfrontacji?

Witajcie moi drodzy! Koniec wakacji (przeklęty październik) obfitował spokojem i dobrym samopoczuciem. Starałam się nie przejmować napływającymi obowiązkami i wykorzystać słodki czas wolności od uczelni na drobne przyjemności. Kraków ogółem działa na mnie stresogenne, a tego chciałam uniknąć. I jestem zadowolona.



Wesele w rodzinnym gronie udało się znakomicie. Basi i Tomkowi składam raz jeszcze serdeczne życzenia :) Sukienka z Katrusa spisała się na piątkę z plusem. sandałki z CCC również. 

Przed poprawinami :)
Obowiązki domowe mieszały się z przyjemnościami. Samotność w domu nie napawała mnie optymizmem. Z drugiej strony miałam czas dla siebie, dla płyt i porządków, w tym na przegląd szafy. A kiedy Wy ostatnio pastowaliście buty, goliliście zmechacone swetry? Letnie rzeczy też same się nie zapakują.

Ostatni znak lata, czyli babeczki z borówkami


Nareszcie udało mi się dostać rzepy do mocowania obrazów (poprzednie zniknęły we względu na malowanie ścian). Wszystko wróciło na swoje miejsce :)


Nie obyło się bez ofiar. Przestawiałam zastawę z póki na półkę i przy okazji strąciłam czajniczek. Na szczęście spadła tylko pokrywka. No cóż, mam nowy stojak na pędzelki...



Notorycznie zapominam o regularnym praniu szczotek i grzebieni. Macie jakiś patent jak to skutecznie zrobić i nie zapominać?



Nowi piorący ulubieńcy, czyli płyny do prania i płukania z firmy Biały Jeleń. Polskie, świetnie piorą bez dodatku odplamiaczy, delikatnie pachną. Kosztują między 8 a 10 złotych za 1 litr.



Panicznie boję się os, pszczół, trzmieli, szerszeni, bąków i wszelkich istot im podobnych. Ten osobnik dał się uwiecznić. Szkoda, że tak łatwo nie chciał wylecieć, mimo otwartego okna.



Przed każdymi wakacjami obiecuję sobie, że w tym roku na pewno choć trochę zbrązowieję. Gdy przypominam sobie o ty postanowieniu jest już wrzesień i słońca prawie nie ma. W tym roku także ratuję się opalenizną z tubki, ale książka na leżaku zawsze mile widziana.



Bluza i japonki w tym samym kolorze. Przypadek? Nie sądzę. 



Napar z lipy okazał się świetnym zastępnikiem zielonej herbaty, która trochę znudziła mi się w smaku. Może ktoś z was wie, czy dostanę taki susz w sklepach...





Pizza ze świeżym pomidorem, szynką i rukolą w Seventh Heaven (Ropczyce) #mniammniam



W zeszłym tygodniu byłam na treningach Sovii na Podpromiu. Miejmy nadzieję, że w tym sezonie uda mi się zobaczyć chociaż jeden mecz Plusligii w Rzeszowie. Rozpoczęcie coraz bliżej!


Nożna w ramach treningu oczywiście. Dyscypliny nie zmieniamy :)


Pomnik podwójnej krótkiej :)

Od soboty znów jestem w Krakowie na stałe. Zapomniałam kilku rzeczy, kilku nie zabrałam celowo, a okazuje się, że będą mi potrzebne. W poniedziałek idę na duże zakupy do drogerii Pigment na Długiej - wszystko mi się pokończyło (spodziewajcie się denka).W Rossmanie kupiłam jedynie najpotrzebniejsze rzeczy, zmywacz do paznokci i szampon.









Posty, które pojawiły się we wrześniu:







Pozdrawiam ciepło z pochmurnego Krakowa :)

Paulina

Zostań czytelnikiem:klik!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz