środa, 6 stycznia 2016

INGLOT - Z Przemyśla na cały świat


Kiedy byłam (mniejszą) małolatą, będąc na zakupach w centrach handlowych, lubiłam zwalniać krok przed wejściem do salonów Inglota i podziwiać te gigantyczne gamy kolorów lakierów do paznokci, szminek i cieni. Odkąd pamiętam mają spójny, niezmienny styl - czarne opakowania lub wykończenia pędzli, proste napisy, brak wymyślnych nazw i reklam. Ich produkty nie udawały czegoś, czym nie są: serduszkiem, ciasteczkiem, czekoladką, misiem i czego to jeszcze ludzie nie wymyślą. Miały być jak najbardziej profesjonalnymi kosmetykami do makijażu w przystępnej cenie. I takie są.
Bardzo się cieszę, że mogę opowiedzieć Wam o firmie INGLOT, najpopularniejszej polskiej marce kosmetyków kolorowych i akcesorii do makijażu. Firmę założył Przemyślanin (Podkarpacie górą :D ), Wojciech Inglot.

Studiował chemię, uzyskał stopień magistra, chciał kontynuować rozwój naukowy na studiach doktoranckich - nie udało mi się przejść egzaminu wstępnego. Był zdolny, w trakcie studiów wyjeżdżał za granicę - zaproponowano mu pracę w Polfie (konglomerat polskich firm farmaceutycznych), gdzie miał popracować aż do kolejnego roku akademickiego. Niestety, otrzymał wezwanie do wojska, gdzie służył, także w czasie stanu wojennego. Wrócił do pracy w Polfie, ale myślał już o własnym biznesie; interesował się rynkami zagranicznymi, był w Stanach Zjednoczonych. W rozpoczęciu działalności pomógło mu zarządzenie gen Jaruzelskiego o pozbyciu się przez fabryki państwowe niepotrzebnych urządzeń. Pierwszym towarem, jaki wyprodukowała firma Inglot był... płyn do głowic magnetofonowych, następnie dezodorant VIP.

W Polsce rynek kosmetyków kolorowych w latach osiemdziesiątych był niezmiernie ubogi w porównaniu do współczesności,a Inglot miał zapał i chęci do zmian.Kolejne inwestycje w wyjazdy na zagraniczne kongresy poszerzały jego wiedzę i znajomości. Targi kosmetyczne w 1987 roku INGLOT przyjechał z własnym lakierem do paznokci.
Po transformacji systemowej i otwarciu polskich granic na produkty zagranicznych firm, właściciel musiał wymyślić coś, co pozwoli mu przetrwać wśród rosnącej konkurencji. Dobrym pomysłem budującym zainteresowanie i wyróżniającym INGLOT na tle innych firm były własne stoiska-wyspy, a nie sprzedaż w sklepach multibranżowych czy drogeriach.

W tym roku minie 10 lat od pierwszego sklepu przemyskiej firmy założonego za granicą. Teraz sklepy INGLOT można znalezć na każdym kontynencie. 


 INGLOT W MOJEJ KOSMETYCZCE

Od słów przejdzmy do czynów! W swojej kolekcji mam (na razie) trzy kosmetyki Inglota i z każdego jestem zadowolona. 


Pierwszym z nich jest AMC Multicolour System Face & Body Powder Matte - prasowana kostka o numerze 92, której użyłam jako produktu do konturowania, ponieważ nie lubię różu na policzkach ani bronzera na całej twarzy. Muskam skośnym pędzlem po całej powierzchni (z naciskiem na brązową część) i aplikuję pod kością jarzmową, zaczynając od ucha ku środkowi twarzy. Nie używam jej zbyt dużo, więc nie wygląda za ciepło - na pewno sprawdzi się u miłośniczek brzoskwiniowych i zgaszonych róży.


Mimo, że na palcach kolory wyglądają na kredowe, produkt nie jest słabo napigmentowany, trudno z nim przesadzić. Dobry do początkujących pań. Nie wygląda sztucznie.

Niestety, kostka nie jest już dostępna w sklepie internetowym INGLOT. Szukajcie stacjonarnie lub na Allegro.

 Drugi wybraniec to prasowany cień AMC w numerze 67. Specyficzny kolor, trudny do sfotografowania, w każdym świetle wygląda ciut inaczej. Chabrowo-fioletowy granat. Niezwykle rzadko robię mocny, ciemny makijaż oka, za to lubię kreski na długość 3/4 linii rzęs. Cień Inglota dobrze sprawdza się właśnie w takim charakterze, nałożony skośnym pędzelkiem miękką linią.


 Produkt jest mocno napigmentowany, nie jest perłowy, ale zawiera mikrodrobinki brokatu. Są widoczne przy nałożeniu cienia na całą powiekę. Jako kreska w ogóle nic nie zauważam. Być może zależy to od pędzla i etapu rozcierania.


 Cień w formie kasetki np. do palet Freedom dostaniecie tu: klik

 Ostatni kosmetyk to błyszczyk Sleeks Platinum o numerze 82 - fantastyczny, wiśniowy róż w chłodnym, metalicznym błyskiem. 


Produkt zaskoczył mnie na każdym etapie: wygodne, oryginalne opakowanie, żadnych zbędnych napisów, mięciutki, pałeczkowy aplikator. Niespotykany kolor. Formuła bogatej pomadki w płynie. Odrobina nałożona na środek ust będzie ciekawym wykończeniem dla matowej szminki. W wersji ,,na bogato" - lustrzana tafla! Nie każdemu się spodoba, ale na zdjęciach (zwłaszcza czarno-białych) wygląda oryginalnie.






Seria błyszczyków Platinum została już w e-sklepie Inglota wykupiona. Ja zapłaciłam za swój ok. 12 zł na przecenie. Ale polecam Waszej uwadze także pozostałe serie Sleeks: stardardową, VLC i Cream.

 Plusy łączące wszystkie kosmetyki INGLOT? Wytrzymałe opakowania z grubego plastiku, elegancki minimalizm, długotrwałość, bezzapachowa formuła. Na dodatek tylko minimalny procent produktów wyprodukowano za granicą.


Jakie są Wasze ulubione kosmetyki Inglota?
Duraline czy pędzle do cieni? A może czekacie, że by je wypróbować?
Napiszcie w komentarzach o swoich typach.

Buziaki!
Paulina

6 komentarzy:

  1. Tu Mona :D
    mam olejek do nawilżania skórek, fakt że nie używam regularnie ale po 2 latach (!)zużyłam TYLKO ok. 1/10, a w Duraline muszę koniecznie kupić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj moja droga :) Duraline też jest bardzo wydajny. Wystarczy kropelka, żeby odświeżyc zaschnięty tusz czy eyeliner, a w połączeniu z cieniem stworzy bardzo trwały produkt.

      Usuń
  2. Też mam w swojej kosmetyczce kilka kosmetyków Inglota. No, ale to na marginesie. Podoba mi się cały zamysł Twojego bloga! Ostatnio postanowiłam, że będę kupować więcej naszych, rodzimych, produktów i zaraziłam tym kilku znajomych i rodzinę :) Fajna idea!

    PS. Dodaję do obserwowanych i zapraszam na fireandjoy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Z kosmetykami Inglot zaczęłam swoją przygodę z makijażem :D Mam do nich straszny sentyment! I uwieelbiam ich pigmenty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie od dziecka Inglot kojarzył się gigantyczną gamą lakierów do paznokci, i to nie perłowych, jakie były większocią w latach 90. :)

      Usuń