środa, 3 lutego 2016

Podsumowanie stycznia - książki i poszerzanie garderoby


Styczeń był trochę dziwnym miesiącem. Dni mijały mi nad wyraz szybko i choć jeden był łudząco podobny do drugiego, to czułam się zmotywowana do realizowania wyzwań i zadań. Mimo kłód pod nogami. Z drugiej strony wszystko kręciło się wokół uczelni i (niestety) laptopa, więc o teatrze czy kinie nie było co marzyć. Brakuje mi też aktywności na (świeżym) powietrzu. Aż chciałoby się zawołać: Wiosno, nadchodź!



Co tu dużo mówić: nadal piję wyskozmineralizowane wody (np. wszelkie wody z Muszyną w nazwie), lub Cisowiankę oraz herbaty. Chcąc sprawdzić na własnym podniebieniu jak to z tymi polskimi ekspresowymi herbatami jest, wykończyłam susze i liście, a udałam się po te ,,ekspresowe". Wybór padł na Herbapol, bo są ogólnodostępnie, niedrogie (20 torebek za 5-6 zł) i mają bardzo dobry skład. Nie zawiodłam się. Śmiało polecam Malinę i Dziką Różę z serii Herbaciany Ogród. Jeśli znacie polskie herbaty w torebkach godne polecenia - napiszcie w komentarzach :)


Pogoda: dla mnie idealna. Niezaduży mróz, wszystko przyprószone śniegiem... aż nie przyszło ocieplenie i tęsknota za wiosną. Jednak Kraków w śniegu w porównaniu do Krakowa w błocie jest dużo przyjemniejszy wizualnie.


Gdy Twoje dni wyglądają tak samo, ty też wyglądasz tak samo. Tylko lustro jest bardziej brudne. #mądrościludu



Doświadczenie miesiąca - wycieczka na Solvay. Ubolewam, że w Krakowie jest tylko jeden salon Top Secret, w dodatku daleko od centrum (Borek Fałęcki). W porównaniu z Rzeszowem, który jest dużo mniejszy i ma trzy sklepy tej marki w centrum, stolica Małopolski wypada słabo. No nic, dostałam rabat ważnny do końca miesiąca, to jadę. A tu miłe zaskoczenie. Przystanek pod centrum handlowym, sklep na pierwszym piętrze. Salonik malutki, głównie ubrania i dodatki z najnowszej kolekcji damskiej i męskiej. Ekspedientki bardzo miłe, kompetentne i pomocne. Zakupy błyskawiczne. W końcu założyłam też kartę rabatową (złotówki to punkty, punkty to rabaty). Wybór padł na czarną klasyczną sukienkę w delikatne groszki, do których długo nie mogłam się przekonać. Dobrze skrojona, wzmocnione szwy, podszewka nie elektryzuje się. 




Maseczka mocno ściągająca :) A mówiąc serio to odkryłam bardzo dobrą maseczkę peel-off z Avonu (Garwolin zrobił oczywiście). Będzie w kolejnym denku (tak, wiem, zastrzelicie mnie zaraz za te wszystkie opakowania, ale co ja pocznę?).



A że Answear też miał kod do końca stycznia to mój portfel także dał się złapać (ja nie, to jego wina). Oszczędziłam za to na wysyłce, zamawiając odbiór osobisty w salonie Medicine w Galerii Kazimierz, gdyż całe moje zamówienie pochodzi właśnie od tej marki. Odbierałam u nich paczkę po raz pierwszy i jestem równie zadowolona z obsługi, jak na Solvayu. Od wysłania do smsa z kodem odbioru nie minęło nawet 20 godzin. Błyskawicza obsługa, choć nie byłam sama w sklepie. Same plusy. Aż od razu poprawia ci się humor.


Poziom zadowolenia podniosło też samo opakowanie. Bo kogo nie ucieszy ,,Have a nice day" na paczce? :)



Sklep pomyślał też o ponownym wykorzystaniu swoich opakowań, z czym spotkałam się po raz pierwszy. W środku worka w miejscu linii przerywanej lpod folią ochronną mamy pasek kleju, dzięki czemu możemy zakleić worek ponownie. Świetny patent.


Zamówiłam więc rękawiczki z wełną (40%) za 31,92 zł z rabatem. Kończą się na przegubie, mają zapięcie, a palce są dopasowane i nie za długie, więc jestem sprawna manualnie bez ich sciągania (co mocno działało mi na nerwy w typowych, dzianinowych, palczastych rękawicach.



 Druga rzecz to duża, skóropodobna szopera za 63,92 zł. Jest piękna, lekka, mieści wszystko, ale ma jeden minus, którego nie przewidziałam. Jej kolor sprawia, że nie nadaje się na zimę. Choćbym nie wiem jak ją niosła, chwila nieuwagi, dotknięcie kogo- lub czegokolwiek i jest pobrudzona. Codzienne mycie gwarantowane. Na szczęście wystarczy wilgotna szmatka i odrobina mydła. Brak kieszeni nie jest dla mnie dużym problemem. Portfel czy dokumenty wkładam po prodtu do dużej kosmetyczki i wtdey wrzucam do torebki.




Z początkiem roku skończyły mi się niektore kosmetyki. Szybki wypad do Pigmentu na Długiej i oto mamy: tonik z Ziai, płyn micelarny i olejek do masażu z Green Pharmacy oraz pilnik z Inter-Vion (polski dystrybutor). Za wszystko: 32 złote.


Nowe, pocieszające odkrycie do jogurt naturalny z Piątnicy. Skład taki sam jak jogurt Bakomy - mleko, bakterie, brak mleka w proszku. Kolejna firma mleczarska godna polecenia. Z resztą już wspominałam o ich serkach wiejskich i jogurtach z owocami. Cena - około 2 złote.


A jak minął Tobie pierwszy miesiąc nowego roku?
Przypominam o herbatach (mogą być z Biedronki)!
Buziaki,
Paulina

4 komentarze:

  1. O! Mam ten spray z liśćmi z manuka z Ziai i jest super! :D Tzn. nie wiem, czy coś tam działa, bo nie mam w sumie żadnych problemów z cerą, ale używanie go jest bardzo przyjemne po prostu. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, przyjemny to on jest. Ta idealna mgiełka... :)

      Usuń
  2. sporo zakupów :) ! ja póki co mam detox jeśli chodzi o ubrania heh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak jakoś wyszło, ale już nic nie dokładam na razie i trzymam się mocno :)

      Usuń