czwartek, 31 marca 2016

Dużo Krakowa, dzieci i charakteryzacja - podsumowanie miesiąca marca

na ławce w Ogrodzie Profesorskim UJ- Monika też opowiada za zdjęcia do tego posta
O jeżu, co to był za miesiąc! Marzec był bardzo intensywny. Zwiększona praca nad licencjatem, sporo wyjść i przedświąteczna krzątanina. Skończyłam pracę nad filmem dokumentalnym, planuję kolejny wyjazd do Warszawy - wszystko wygląda super, jednak nadal muszę pracować nad motywacją i mobilizacją, żeby czas nie uciekał mi przez palce. 

CO NOWEGO?


Marzec wprowadził wiosnę i cieplejszy klimat. Jaka to radość, że wreszcie mogłam schować sztyblety, botki i zimowe koturny na rzecz trampków i butów sportowych! A propos, będę musiała rozejrzeć się na polskimi sportowymi, wiązanymi butami, bo moje pary chyba nie przetrwają trzeciego sezonu. 




Wracając do pogody - cieplejsze i dłuższe wieczory skłaniają do spacerów i wietrzenia mózgu. Zatrzymują mnie w ich trakcie jedynie księgarniane wystawy. (PS wielka szkoda, że ks. Jana nie ma już wśród nas...)

w Krakowie ładnie, ale w Sędziszowie jeszcze ładniej :D


Moja najnowsza muzyczna obsesja to drugi album Daniela Spaleniaka. Zachwycałam się nim już na Facebooku, teraz utwory przewijają się we mnie i często mimowolnie je nucę. Czyste arcydzieło. Jak nie wierzycie, posłuchajcie tego: klik



Jak Wielkanoc, to i pisanki. W domu robię je jako jedyna i nie jest to nieprzyjemny obowiązek czy mało lubiana tradycja. Wręcz przeciwnie. Wszelkie manualne prace działają na mnie odstresowująco, zwłaszcza jeśli ich celem jest stworzenie czegoś artystycznego :) Preferuję dwie metody: jajka farbowane a następnie skrobane nożykiem lub malowane farbami akrylowymi (tak jak w tym przypadku zająca i kurczaczka). Może wosk za rok? 


Jak święta, to i maseczka! Zielony potwór z alg!
Jeśli już mówimy o potworach... pomogłam mojej Moni w realizacji projektu związanego z jej studiami. Jedną z jego części jest reportaż z przebiegu transformacji, uwiecznionej na autoportretach. Miałam nie lada ubaw, tym bardziej, że wszystko zrobiłyśmy trochę z marszu i bez próby. Poczułam się jak za starych dobrych lat, kiedy bawiłam się charakteryzacją siebie i innych.

Efekt przed i po. Zdjęcie nieedytowane, a ściana ma inny odcień ze względu na zmieniające się światło w trakcie naszej pracy :)


JEDZENIE

Jakoś tak wyszło, że w marcu częściej niż zazwyczaj, jadłam coś na mieście. Spokojnie, nie zamierzam tego kontynuować, bo czas do lata minie jak z bicza strzelił, a po świętach trzeba wracać do normalności (autouwaga: ogarnij się kobieto, bo nici z redukcji). Pociesza mnie to, że każdej takiej akcji towarzyszyła obecność przyjaciół, a to zdecydowanie podkręca radość konsumpcji :D

zupa i racuchy z Eweliną w Cudawiankach. Lokal jest tak świetny, że w końcu napiszę o nim dla Was kilka słów :)



Lody w Cupcake Corner. Jestem niepoprawna, bo byłam już kilkanaście razy w każdym z ich krakowskich miejsc, a nie mogę przestać.




Testujemy kolejną herbatę od Malwy - już wkrótce podsumowanie pierwszej rundy!


Laptop się ładuje, to ja też - spróbowałam marcepanu w czekoladzie od polskiej firmy ,,Wolność". Jeśli lubicie marcepan, musicie go spróbować! Jeśli nie znacie, to też spróbujcie. Czysta rozkosz. Nie za słodki, zwarty, ale rozpływający się w ustach. Możecie go wygrać w moim konkursie :)



Odwiedziłam też ulubionego Eko - Mniszka, gdzie natknęłam się na zdrowsze ciasteczka maślane i bezglutenowy budyń. CO TO JEST ZA CUDO! Pachnie prawdziwą wanilią, smakuje prawdziwą wanilią, ma prawdziwą wanilię. Jest lekki, sycący, kremowy - nie tworzy się na nim kożuch, nie jest mączysty i ,,sztywny". Gorąco polecam. PS mają też kisiel :)





 Jeszcze biały, wegański szejk z CoffeeBooka...


... i drożdżowa babka (spokojnie, nie zjadłam jej całej!). Wracamy do Moni!

KRAKÓW

Przyjaciółka wpadła do mnie na prawie całą sobotę - trochę pozwiedzać, coś zobaczyć, pogadać i... pojeść :) A że odwiedziłyśmy kilka miejsc godnych polecenia, podzielimy się i tym!



Frankie's - znana krakowski bar na Stolarskiej. Miłośnicy soków, smoothie i szejków z warzyw i owoców poczują się tu jak w niebie. Inne dania lunchowe też są. Do 12:00 załapiecie się na zniżkowe ceny!





Pino - restauracja z włoskim jedzeniem. Industrialny wygląd i dobre jedzenie. Przestrzenne miejsce na planu Szczepańskim. Jadłyśmy klasyczną margerittę i jesienną ortolanę.









zapraszam na instagram Moni https://www.instagram.com/monixx9/, bo mój jeszcze kuleje :)








Zrobiłyśmy sobie trasę jak się patrzy - przez cały dzień pewnie z 10 kilometrów, jak nie więcej - po całym dniu nie chciało nam się liczyć tras. Aleje, całe Stare Miasto, Bulwary, Wawel - było intensywnie. Pizza uzupełniła spalone kalorie :)

SZTUKA

Poszłyśmy na obleganą wystawę ,,Beksiński nieznany" w Collegium Maius. Obie lubimy prace Beksińskiego i prezentowane prace bardzo przypadły na do gustu. Aż szkoda, że prezentacja była dostępna tak krótko.





Byłyśmy także na wystawie ,,Beethoven i nowe drogi" w Bibliotece Jagiellońskiej, a to za sprawą prac Krzysztofa Skórewskiego, którego bardzo lubimy. Kunszt, szczegółowość i staranność tych miedziorytów po prostu zachwyca.








Aranżacja wystawy również okazała się mocno polsko - wiosenna. Dominowała biel, czerwień i pąki kwiatów.


Marzec to także drobna, ale wielka sprawa dla mnie. Moje ,,dzieci", czyli niemal rówieśnicy, których znam a z niektórymi miałam nawet przyjemność pracować, wystawili kolejny musical z lokalnym domu kultury. Jestem dość sentymentalną osobą i takie powroty do lat pierwszych fascynacji są niezwykle miłe i budujące. Pozdrowienia dla wszystkich ludzi z pasją :)

ZAKUPY


Zbiłam lusterko. Niecelowo, ale zbiłam. Bez własnego, stojącego nie jestem sobie w stanie poradzić ani jednego dnia, więc nie obyło się bez zakupów. Ze względu na nagłość sytuacji byłam skazana na Rossmanna, więc tu mnie nie pochwalicie, ale...


... po raz pierwszy mam podkład z Bielendy (nowość w wersji cover) i jestem zadowolona. Co prawda, jestem jeszcze trochę za blada (po tej zimie bardzo) i już stosuję delikatny krem brązujący, ale kolor się nie utlenia i naprawdę mocno kryje. Warto zwrócić też uwagę na maskę do włosów od Joanny z linii Argan Oil. Ogólnie zauważyłam, że ta seria ma sporo ciekawych produktów, a ten ananas pięknie dogaduje się z potrzebami moich suchych włosów.


Zakupy z Pigmentu na Długiej: o ile Biały Jeleń jak zawsze daje radę, to na tych dwóch kosmetykach Green Pharmacy trochę się zawiodłam. Nie wiem, czy to zbieg okoliczności, ale odkąd używam tego kremu do twarzy i masła do ciała, moja skóra wariuje. Czuję i widzę, że moje pory są zapchane, a skóra nadal sprawia wrażenie odwodnionej. Hmmm.

tutaj zbiór ostatnich nowości, czyli próbki wersji matt i podkład cover z Bielendy, top coat z Inglota, peeling do ciała Vianek, tusz od Pierre Rene, mini-szampon z Tołpy, kredka do brwi z Hean oraz kredka na linię wodną Golden Rose


Wiem, że kolejna dawka kosmetyków zaraz Was wykończy, ale kiedy żyje się na dwa domy, co chwilę coś się kończy. I tak: choć mam krem do twarzy, i maskę, i szampon dopiero co kupiony w Krakowie, to tego typu produkty właśnie skończyły mi się w Sędziszowie, więc kupiłam co nie co przed wyjazdem - bo nie opłaca się za każdym razem wozić całej kosmetyczki. Dodatkowo dwie maseczki z Mariona to spróbowania przy najbliższej okazji oraz szamponetka z Joanny (wróciły w nowej szacie!)

Co się działo w marcu na blogu?










Kochani, ode mnie to wszystko na dziś.
Konkurs trwa do 10 kwietnia - czekam na Wasze odpowiedzi!
Do następnego,

P.

4 komentarze:

  1. "Zwiększona praca nad licencjatem..." - u mnie to samo. I nic poza tym :) Aż zazdroszczę Ci tych wszystkich wyjazdów i wypadów. Ja ciągle siedzę w domu i piszę, piszę, piszę... Ale napiszę :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ha! To ci zazdroszczę determinacji, bo na samą myśl, że powinnam tworzyć dalej mam gęsią skórkę... PS to tylko Warszawa, w Krakowie po prostu mieszkam.

      Usuń
  2. piękne pisanki! i super ostatnie zdjęcie! Powodzenia w pisaniu! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki :) Na powiekach cień z Delii.

      Usuń