poniedziałek, 25 lipca 2016

Pogórze Przemyskie - pomysł na luźny wyjazd plus obowiązkowe miejsca

Zapraszam na film z wyjazdu: klik

Ekspresowy weekendowy wyjazd przedłużył się w wakacje od blogowania, ale już do Was wracam z długo wyczekiwanym wycieczkowym sprawozdaniem :) 
Mam mały cel, aby zwiedzić jak najwięcej i jak najlepiej Polskę. Zagraniczne all inclusive albo wakacje pod namiotem nie są moją ulubioną formą spędzania czasu. Lubię łazić na własną rękę, jednak z małymi ramami. Tymi ramami były dwa dni (sobota i niedziela), godziny otwarć, godziny pobytu i transport (samochód). Wyjątkowo zimną i deszczową pogodą postanowiliśmy się nie przejmować.

Gdzie nas wywiało? 
Jak już widzicie po tytule, 16 i 17 lipca zwiedzaliśmy Pogórze Przemyskie. Województwo podkarpackie jest nadal dla mnie bogatą "krainą", w której można buszować i ciągle odkrywać piękne zakątki. Byliśmy w Dynowie, Dubiecku, Przemyślu i Bolestraszycach.

SOBOTA

Dynów i Dubiecko
















































 



Wyjechaliśmy przed dziesiątą, kierując się przez Rzeszów do Dynowa. Kilka kroków drogą od wielkiego parkingu/przystanku PKS znajdziecie zabytkowy, stary kościół pod wezwaniem św, Wojciecha, z XVI wieku - zadbany, odrestaurowany, otoczony zielenią. Z jednej strony ma otwierany ołtarz-grotę z figurą MB Dynowskiej, wokół stacje Drogi Krzyżowej. Dwie ulice dalej - i znajdujemy się na rynku - małym, kupieckim, typowym na mieścinek. Ale jest fontanna, ławeczki, ładne elewacyjki kamienic, no i Jagiełło stoi jak stał :)

Przed odjazdem wstępujemy do kawiarnio-cukierni Muffin, zamawiamy Przysmak Kopernika (czyli piernik, jakby ktoś nie skojarzył), białą kawę i zieloną herbatę. Cicho, pysznie, uroczo, skromnie - a lokal ma tylko dwa tygodnie! Odwiedźcie, jak będziecie w pobliżu. PS Składane stoliki na werandzie skradłabym z zachwytu. 

Czas na Dubiecko. Pojechaliśmy tam głównie ze względu na rodzinne wspomnienia i pałac Krasińskich. Akurat w całym ośrodku trwały przygotowania do prywatnej ceremonii ślubnej (miejsce można wynająć), więc nie wchodziliśmy ani do hotelu, ani do restauracji. Zamek i zespół parkowy jest zadbany i skłania do spacerów. Dużo drzew, większość wielkich i bardzo starych, z plakietką pomnika przyrody. Wybrukowane ścieżki, pawie, kaczki, łabędzie. Warto zobaczyć. A papuga należy do właścicieli i gada. Ignacy Krasicki stoi jak stał :)

NIEDZIELA

Bolestraszyce i Przemyśl




























































































Szybki makijaż i jedziemy! Po noclegu w domu moich dziadków jedziemy do ogrodu botanicznego, czyli Arboretum w Bolestraszycach. Gigantyczny teren, w którym już kiedyś byłam, zmienił się i ciągle zmienia. Dwie godziny swobodnego chodzenia to mało, żeby zobaczyć wszystko. Nawet nie liczcie, że poczytacie tabliczki. Lepiej cieszyć oczy piękną zielenią, zbiornikami wodnymi, samym parkiem i architekturą. Nasza wycieczka pominęła Trasę Twierdzy Przemyśl, ale jeśli interesuje Was ta historia, to na terenie i wokół ogrodu znajdziecie sporo fortów i pozostałości. Do Bolestraszyc warto przyjechać o każdej porze roku. I mówi Wam to alergik. Unikatowe rośliny, ścieżki tematyczne, sporo wiedzy, inspiracje. W domu Piotra Michałowskiego, który jest włączony do Arboretum znajduje się Muzeum Przyrodnicze. Przeciwnikom wypchanych zwierząt jednak nie polecam - ja zdecydowałam się pooglądać jedynie ptaki (rzadkie okazy) muchy, ważki i benzynowe żuki. W Arboretum znajdziecie też pawie i moje ulubione mieczyki przy wyjściu (hihi). Bilety na cały park na czas nieokreślony (chodzicie sami) kosztują 3 i 5 złotych. Trzy razy "tak'.

Z Bolestraszyc pojechaliśmy do Przemyśla. I tu jest miejsce na moją totalną fascynację. Nie byłam w Przemyślu dziesięć lat. Jajco widziałam, jeszcze większe jajco pamiętam. To miasto jest dla mnie jakimś punktem obowiązkowym. Piękną, pomijaną, może jeszcze trochę zapomnianą perłą. Tam dopiero czas stanął w miejscu, a nawet jeśli nie, to tak inaczej się tym czasem dysponuje, że duch tego miasta nasyca Cię inny rytmem. Polski Lwów. Miejscami mieszczuchowy, kiczowaty i smutny, Z innej strony wciągający. Stare Miasto - wąskie, wykrzywione, piękne, majestatyczne, znające czas. Panorama rozległa, dynamiczna, przemysłowa. Kościoły, cerkwie, synagogi. 
Zobaczyłam tak mało i jeszcze tyle przede mną (pogoda bardzo pokrzyżowała nam szyki), ale wiem, że jeszcze tam wrócę. Może nawet w tym roku...
Na zdjęciach: dworzec, fasady kamienic, wieża z Muzeum Dzwonów i Fajek, fontanna, ulica Katedralna, Zamek (boski!) i  przewijające się wszędzie "Fredreum". Obiad zjedliśmy w Cuda Wiankach (kolejna już restauracja o tej nazwie) - było równie miło i smacznie. Wróciliśmy do domu w niedzielę koło 18:00.


Ogółem - mijając sady, pola kukurydzy, zbóż i innych sadzonek, momentami narzekając na chłód i krople deszczu - jesteśmy bardzo zadowoleni. Ze znikomej ilości turystów, ciszy, spokoju, spacerów i zieleni. Odpuściliśmy sobie Krasiczyn i wiele małych miejscowości z ogrodami historycznymi, ale dzięki temu nie czułam się przykuta do zegarka. A szczęśliwi czasu nie liczą, prawda?

Do następnego,
Paulina



2 komentarze:

  1. Poznałem cię dzięki Michałowi Tomkiewiczowi. A tym Przemyślem to już mnie kupiłaś :D Moje miasto :)
    doriangray.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje pierwsze zdanie byłoby identyczne :D Dziękuję Ci pięknie i gratuluję pochodzenia! Aż chce się tam wracać :)

      Usuń