sobota, 13 sierpnia 2016

Kosmetyki z Pomorza - Pierre Rene


Prezentacje firm powracają! Dziś krótko i na temat o polskiej firmie kosmetyków kolorowych Pierre Rene, którą bardzo lubię i która to jest na podium w mojej kosmetyczce.

Firma Pierre Rene swoją siedzibę umieściła w Ustce - niedużym mieście nad polskim morzem. Szeroka perspektywa na wodną toń okazuje się przyjazna dobrym pomysłom. Firma ma już 20 lat i w całości odpowiada ja produkcję i dystrybucję wszystkich produktów. Współpracuje natomiast z producentami opakowań i komponentów z krajów europejskich. Tym samym każdy produkt jest opatrzony podpisem "Made in EU". Spokojnie, każdy kosmetyk ma polski kod kreskowy, więc o prestiż i przynależność do rynku nie mamy się co obawiać.

 Nie wiem, czy istnieje to nadal, ale swego czasu firma Pierre Rene miała podmiot Pierre Rene International z siedzibą we Francji, który właśnie był skierowany na zagraniczną dystrybucję. Aktualnie wszystkie produkty mają angielskie nazewnictwo i polskojęzyczne naklejki na odwrotach.

Co na plus?
  • produkcja i dystrybucja kierowana przez Polskę
  • kosmetyki hipoalergiczne i testowane dermatologicznie
  • polskie etykiety
  • wyraźne oznaczenia przydatności
  • jednolita estetyka
  • duża gama kolorystyczna
  • własna linia (bardzo dobrych!) pędzli
  • tania i szeroko dostępna linia kosmetyków Miyo

Przejdźmy do tego, co miałam przyjemność używać:

1) MIYO, Mini drops, lakier do paznokci nr 210 Velocity, 7 ml




Wszystkie lakiery Miyo z serii Mini drops są faktycznie jak malutkie dropsy. Przezroczyste, szklane, małe buteleczki maja tylko małą naklejkę z przodu, dzięki czemu reszta odsłonionych boków flakonika umożliwia nam dokładne obejrzenie koloru. Lakier jest odpowiednio rzadki, co umożliwia nałożenie dwóch ładnych, cieniutkich warstw. Szybko wysycha. krótki, umiarkowanie szeroki pędzelek. Kolor Velocity ma mikroskopijne, opalizujące drobinki, żaden chamski brokat. Spokojnie złapiecie za piątaka (lub mniej - ja dałam 4 zł w Pigmencie) w drogeriach. Na oficjanej stronie za 9,99 zł.

2) MIYO, Big fat lashes smoky maskara, 10 ml






Bardzo dobry tusz! Myślałam, że szczoteczka będzie dla mnie ciut za duża, ale nie, radzi sobie ładnie także z dolnymi rzęsami. Wydłużająco-pogrubiająca. Mocno czarna. Bardzo ładnie rozprowadza tusz i, co dla mnie ważne, nie jest za ciężka i nie psuje skrętu zalotki. W lokalnej drogerii Sekret Urody za 9,20 zł, na stronie 14,99 zł. Minusik za starcie się napisów na zakrętce, ale to akurat normalne.


3) Pierre Rene PROFESSIONAL, pędzel do cieni nr 10




Mięciutki, idealny kulkowy pędzelek do blendowania cieni. Puchaty, ale trzymający fason. Dobrze reaguje na pranie, a mam go już trochę. Jaka szkoda, że już go nie ma na oficjalnej stronie! (Jest jeszcze na stronie ladymakeup za 12 zł). Kupiony ponad rok temu w Pigmencie za 11 złotych. Od tego czasu nie raz macałam pędzle Pierre Rene i chętnie przygarnęłabym tą czternastkę do różu. Cały podgląd serii znajdziecie tutaj: klik!

4) Pierre Rene International, wodoodporna kredka do oczu nr 4, 1,14 g




Wodoodporną bym jej nie nazwała, ale wodooporną już tak. Na sucho nie zejdzie, samą wodą trzeba długo pracować, przy użyciu mleczka schodzi łatwo. Grafitowa. Duży plus za to, że się nie kruszy, nie łamie, nie jest ani sucha, ani mazista i dobrze się struga. Za rzadko ją używam, to pewne :) 


5) MIYO, Angel Eyes Eyeliner Pen, nr 6 Nude, 1,14 g






O, to jest ciekawy gagatek! Na ręku wygląda jasno, ale na linii wodnej ma jak dla mnie idealny odcień. Nie mazista, nie wygląda jak korektor napakowany do oka. Nie jest za sucha, więc nie sprawia bólu. Kupiona za około 9 zł na ekobieca.pl, na stronie marki za 9,99 zł.


6, 7, 8) MIYO, pojedyncze cienie OMG! 3g każdy (kolory 09 Champagne, 06 Glitz i 54 Brown one more time)






Już pokazywałam wam na blogu te kupione (za 6 złote za sztukę w Pigmencie) cienie. I nadal je lubię! Zwłaszcza ten champagne ma wyraźne drobinki i perłę w jednym, ale co jest bardzo ważne - można te drobinki wyblendować i zostawić czysty połysk. Same nie trzymają się długo, konieczna jest baza. Ale za tą cenę?! Proszę was, nie oczekujmy cudów. Pigmentacja w porządku, nie zrobicie sobie krzywdy, ale też nie musicie siedzieć godzinami, aby było cokolwiek widać. Wielki plus za kompaktowe i płaskie opakowania, bardzo praktyczne w podróży. Duża gama kolorów (chyba 44!). Są także matowe! Na stronie po 9,99 zł.

Acha, jeszcze co do cieni: same maty na linia Pierre Rene. Istnieje także możliwość skomponowania własnej palety: klik!

9, 10) MIYO, Baza pod cienie Eye do! 7 g i MIYO, Prasowany puder antybakteryjny 10 g




Baza na stronie za 11,99 zł, ja dałam dyszkę. Puder za 15,99 zł, upolowałam za 10,15 zł w Sekrecie Urody. Oba bardzo przydatne. Baza gra z cieniami z tej samej marki, z innymi oczywiście także. Gęsta, pastowata, polecam nakładać palcem. Puder - marzenie! To jest jeden odcień, odpowiadający mojej karnacji w okresie jesień/zima. W opakowaniu może wydawać się ciemny, ale taki nie jest. Jasny, cielisty, bez drobinek, ładnie matuje. Używam z pędzlem Hakuro H50, bo puszków nie lubię. Ten żadnych aplikatorów nie zawiera. 

A jak oceniam strony www.pierrerene.pl i www.miyomakeup.com? Klarowne, ładnie przedstawiają produkty. Strona MIYO - zapada w pamięć, intuicyjna i kolorowa:


Kochani, ode mnie to wszystko.
Czekam na Wasze opinie o kosmetykach Pierre Rene.

Do następnego,
Paulina


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz