wtorek, 2 sierpnia 2016

Loft37, Przemyśl i dziwne produkty, czyli podsumowanie lipca


Rach, ciach i pierwszy miesiąc wakacji za mną! Smutek! Mało pracy, dużo odpoczynku i leżenia w spokoju, bez napinki. Teraz czas się ogarnąć - fizycznie i psychicznie, popracować nad planem dnia i realizowaniem celów. Ale na razie przejrzyjmy ten lipiec :)


SMAKI







Lody pistacjowe z stoiska w Galerii Rzeszów - bardzo dobre!




Lipiec to nadal czas nowalijek i sezonowych owoców. Działka kwitnie - podlewana z nieba i z konewki, to i mamy maliny, cukinie, ogórki i pomidory. Jedynie z borówką słabo. Blenduję wszystko, co jagodowe - z jogurtem, mlekiem, bananem. Zachwyciłam się także koktajlem, który zmiata z nóg od Joasi Glogazy. Uwaga! Samo zdrowie, a smakuje jak płynna czekolada. Nie oderwiecie się od szklanki. 

ZAKUPY I RELAKS

pracujemy, pracujemy...



kolekcja wakacyjna :)


letni klimat :)










Sporo nowych kosmetyków i marek w mojej łazience. Już rezygnuję z produktów Joanny, Białego Jelenia i Mariona, bo tak się zagapiłam, że miałam wrażenie, że utknęłam w miejscu i nic bardziej niszowego nie zaznam po wieki. Zrobiłam listę, aby wiedzieć, jakie marki mam przetestować, a co już powinno wylądować w biogramach na blogu. Czekam także na Wasze sugestie: jakie marki powinnam dla Was sprawdzić? 

Ostatnio, ni z gruchy, ni z pietruchy dostałam gratis jako klientka w drogerii torbę od Sylveco. Część materiałów i próbek już znam, ale sam fakt otrzymania czegoś za darmo (choć wydałam jakieś 30 zł) tak bardzo poprawiła mi humor, że szok. Ale co kupiłam? Skośny, syntetyczny pędzelek z Inter-Vion do kresek robionych cieniem (polski importer), mój pierwszy w życiu (tak!) róż (marki Ingrid), jaśniuteńki podkład (do mieszania) z Ingrid (obiecujące krycie za 9 zł) i w końcu jasny puder prasowany - tu Pierre Rene. No tego ostatniego (typu, nie produktu) szukałam dwa tygodnie. Znaleźć nie pomarańczowy i nie brązowy polski, tani, prasowany puder to zadanie dla wytrwałych. Ale udało się i póki co nie mam żadnych uwag :)

Wreszcie mam czas na kulturalne zaległości. Znajomi, kino letnie, biblioteka, którą przekopuję pod względem książek, jak i filmów - bo jak się okazało mam niemal pod ręką gigantyczną, darmową wypożyczalnię DVD, na bieżąco uaktualnianą. Jest nawet sporo filmów z ostatnich miesięcy! 

Idę sobie idę, patrzę Rossmann, wchodzę w poszukiwaniu mokrych chusteczek, a tu... butelka i filtry Dafi! Czyli coś polskiego, co było w ofercie tego sklepu jeszcze na wiosnę i na co się nie załapałam. Dlaczego byłam zainteresowana? Ze względu na wady procesu produkcji wody butelkowanej na świecie oraz ze względu na cenę, bo taki produkt za 29,99 zł trudno złapać nawet w sieci. Uruchomiłam używam od dwóch dni, ja kilka tygodni powiem jak było :)

A ten piękny naszyjnik pochodzi z firmy Quiosque i dałam za niego 13 zł na wyprzedaży. #brawoja

DOM I PODRÓŻE




















Weszłam już w swój rytm. Jestem w najbardziej przyjaznym mi miejscu, wszystko jest ok, mam czas dla swoich myśli i pozwalam im płynąć. Niemal wszystko daje mi satysfakcję z samego istnienia - od domowych czynności, po zwierzęta, burze, szum czajnika. Mecze Ligii Światowej, mieczyki w wazonie. No i wyjazd do Przemyśla. Polecam taki stan!

LOFT37






Jak zapewne wiecie, polska firma designerska/producent obuwia, Loft37 zrobiła projekt gumowych butów i torebek dla Biedronki. Czy je wykonała? Trudno orzec, zamówienie zrobiono w Chinach na zlecenie, wiadomo. Linia nazywa się Just For Fun i została zaadresowana do kobiet, raczej młodych, chcących bawić się modą. Zrobiono produkty w trzech kolorach i trzech fasonach - dwa typy balerin i japonki. Para za 24,99 zł. Do tego można było sobie dokupić ozdoby, właśnie do zabawy, za 9,99 zł. Poszłam do sklepu zaciekawiona, jak to będzie wyglądać. Stoi kartonowa "szafa", w szafie buty. Bałagan jak w Biedronce, ale luz, standard, nie o to chodzi, to są buty za kilka złotych. Buty z gumy. Ja butów z gumy, które w jakikolwiek sposób mają stopę obejmować nie noszę. Nie jest to zdrowe, a już na pewno nie dla mnie, gdyż niemal każde buty potrafią spowodować mi ból i otarcia w ciągu godziny. Takie życie. Dlatego też patrzyłam tylko na japonki - z zamysłem używania ich jako nowych kapci, bo wcześniejsze klapki skonały przed upalnym sezonem. Dobra. Niebieskich czterdziestek nie ma, czarnych nie chcę, biorę różowe. I niebieskie ozdóbki dla kontrastu. Zapłaciłam swoje i poszłam. Noszę je do tej pory (ostatnie foto zrobiłam przed chwilą) i nic mi się nie dzieje. Czasem coś sobie przypnę, czasem nie. To tylko gumowe buty. 

Śmieszy mnie jednak oburzenie mam, które pozwoliły kupić dziecku "markowe" buty w Biedronce i dziwią się, że po kilku krokach ich córki mają okrwawione pięty od balerin. Jasne, but zrobiony został po to, żeby w nim chodzić. Ale został zrobiony przede wszystkim na wygląd, nie ma atestów, nie oddycha, nie jest nie wiadomo jak wyprofilowany - to guma. I nie łudźcie się, że za 25 złotych to już musi być i moda, i wygoda. Bo jak widać nie (To tak a propos komentarzy w sieci). Czy Loft37 strzelił sobie w kolano? Trochę tak, a trochę nie. Bo ludzie kupili coś z niby "wielkiego świata", ale cel obuwia jako przedmiotu użytkowego za tym nie poszedł. A marka jest znana z ręcznie robionych butów na miarę. Co nie zmienia faktu, że ja ze swoich jestem raczej zadowolona, choć z jednego "kwiatka" odpadł mi kryształek. 

SKARPETY, PŁATKI, MASKI




















Podejście pierwsze - skarpetki złuszczające. Bałam się, że będzie piekło. Nie miałam żadnych ran, podrażnień ani zadrapań, więc nie piekło. Myślałam, że nie wysiedzę bez chodzenia jednej godziny. Wysiedziałam. Myślałam, że będzie nie komfortowo.  Było komfortowo. Myślałam, że nie zadziała. Zadziałało. Z jednym minusem. Jak zeszła cała skóra po kilkunastu dniach, to już pięty zaczęły być twardsze niż na początku. Wniosek? Nie obawiać się, kremować w trakcie, skóra i tak będzie schodzić sobie nadal. I można jej potem pomagać pilnikiem czy pumeksem.
Podejście drugie - płatki pod oczy z Mariona. Inne, ale nadal słabe, choć lepsze od tych halogenowych czy coś.
Podejście trzecie - maska w tkaninie. Prześmieszna sprawa. Miałam poczucie, że wszystko mi pulsuje (ale nie jakoś alergicznie czy coś). Można z tym chodzić, ale lepiej leżeć. Była bardzo dobrze, bogato nasączona, ale nie kapiąca. Jeszcze trochę żelu zostało w saszetce, jak wyciągałam maskę. Dobrze wycięta. No i wyglądasz w niej jak z filmu Almodovara. #skórawktórejżyję2

A z bardziej codziennych rzeczy? Ręczna, malutka silikonowa myjka z Donegala za 4,15 zł i żel do mycia twarzy z Biedry za 4,99 zł (produkuje Torf). Tu już pełne zadowolenie :)

W lipcu na blogu pojawiło się:






Do następnego,
Paulina

PS
Zajrzyjcie na Twittera i Fb :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz