czwartek, 1 września 2016

1264 kilometry, nowa fryzura i codzienność, czyli podsumowanie sierpnia


Nie tak to miało wyglądać. Sierpień nie był czasem po mojej myśli; mam do siebie żal, że sporo godzin spędziłam w mało efektywny sposób, bez dalekosięgających korzyści. Z drugiej strony zrobiłam generalne porządki w połowie domu, znalazłam nowe mieszkanie, nadrobiłam troszeczkę zaległości kulturalne i testowałam nowe rzeczy. I te dwa ostatnie bodźce zamierzam kontynuować - wytrwale i na serio.



Mówiąc krótko - utonęłam w morzu wahań, zmartwień i wątpliwości i teraz muszę się sama z tego morza wyłowić. Zaniedbałam bloga, co sami zresztą zauważyliście. Powstały tylko dwa posty: o marce Greenpoint i kosmetykach Pierre Rene. Ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Jedno jest pewne: wrzesień będzie totalną kumulacją modowo-kosmetyczną, bo mam tyle materiału, który wyczekał się już wystarczająco długo i czas, by ujrzał światło dzienne, zanim dostanę sklerozy :)


SMAKI
















No to po kolei: babeczkowych eksperymentów ciąg dalszy. Potwierdziła się moja hipoteza, że małe wypieki, do których używa się ciężkiej mąki (orkiszowej, pełnoziarnistej, ciemnej) najlepiej piec w papilotach, które są umieszczone w silikonowej formie, bo wtedy nie "rozjadą się", będą wysokie i higienicznie podane :D 
Po raz pierwszy piłam lemoniadę z głogiem i zielone piwo. Ten pierwszy napój produkuje firma Kozia Zagroda z okolic Milanowa. Prościutki skład, kolor jak zwykłej lemoniady, ale smak całkiem ciekawy, odrobinę kwaśniejszy i bardziej ziołowy. Zielone piwo to regionalny, biłgorajski, historyczny już napój, szeroko znany już w XVII wieku. Na pomysł okresowego wznowienia pordukcji tego trunku wpadł... ksiądz Witold Batycki z Biłgoraja. A ja, dziwnym sumptem, miałam okazję tego piwa spróbować (na stałe podobny produkt sprzedaje browar Witnica). Bardzo lekkie, jakby musujące i mocno zielone.
Owoce późnego lata w różnej postaci: w koktajlu jagody leśne, a maliny zmiksowane z białym serem. Polecam spróbować. Pierwszy raz jadłam też orzechy macadamia: duże, woskowe i kruszące się, wyróżniają się na tle włoskich czy laskowych. Znalazłam je w mieszance z Biedronki. Własnoręcznie zrobione domowe lody z kiwi z przepisu Anny Lewandowskiej. Jeśli nie znosicie sorbetów, to te powinny Was przekonać :) Na ostatnim zdjęciu smootie truskawkowy z baru CoffeeBook na Rajskiej w Krakowie.

PODRÓŻE

....z przymusu. W sierpniu pokonałam 1264 kilometry, jeżdząc pociągami do Krakowa i Rzeszowa. Było ciężko, ale nic samo się nie zrobi. A tak to mam nowe lokum, ksiażki i filmy na DVD. 




Sierpień to miesiąc symboliczny w historii Warszawy. I akurat złożyło się tak, że z początkiem rocznicy wybuchu powstania warszawskiego nadrobiłam cały ostatni sezon bardzo lubianego przeze mnie Czasu Honoru. Jestem pod wrażeniem serii "Powstanie", płakałam jak bóbr, a do Macieja Musiała mam duży szacunek, bo pięknie mu rola Apacza wyszła.


Śledząc mój Filmweb, w sierpniu zobaczyłam 25 filmów, ale wrzesień nie będzie w tym temacie gorszy! Korzystam z okazji (i z darmowej wypożyczalni w bibliotece) i rzucam sobie wyzwanie. We wrześniu chcę zobaczyć 30 polskich materiałów filmowych: 15 filmów fabularnych i 15 realizacji teatralnych (nagrań lub Teatru Telewizji). Mam nadzieję, że mu się uda! Codzienne postępy i wrażenia będę zamieszczać na moim Twitterze, a oceny na Filmwebie. Ktoś dołącza? :) 

Co ciekawego w Rzeszowie? Figa z makiem! Serio! Tak nazywa się knajpka, do której wybrałam się w końcu w Lola. Urocze miejsce, całe w europaletach, pachnące kawą i smacznym jedzeniem. Cicho, spokojnie, relaksująco.













A co w grodzie Kraka? Znalazłam chwilę, by wpaść na Józefa 5 do Marki. Marka concept store to miejsce, gdzie znajdziecie polskie meble, gadżety i elementy wystroju od polskich rzemieślników, twórców, artystów. Sklep wygląda jak salon opanowany przez artystyczny nieład i luz. Rzeczy piękne. Jest też prasa i książki o dizajnie! Nie obyło się bez maleńkich zakupów, czyli ceramicznej miseczki od Inżynierii Designu. 













INNE

Mam krótsze włosy. Jak zawsze ścinałam sama, więc nie polecę Wam żadnego salonu, wybaczcie :)
Oglądałam oczywiście siatkę i ręczną z Rio - szkoda, że nie wyszło, ale jak słyszę pogłoski o wywaleniu Antigi to słabo mi się robi, bo zaangażowania i poświęcenia nikt nie może mu odmówić.
Śmiało mogę wam polecić płyn do czyszczenia łazienek z Biedronki (za produkcję odpowiada Global Cosmed Group z Radomia, kod kreskowy polski). Nie znoszę stosować octu do sprzątania, a ten gagatek jest dobrym zamiennikiem. Nie ma duszącego zapachu, jest skuteczny na brud i osady, działa natychmiastowo i na każdej sanitarnej powierzchni. 
W czystej łazience postawiłam nowe kosmetyki: odżywkę i maskę do włosów z firmy Apis, żel pod prysznic znów z Biedry (Forte Sweden), chusteczek nawilżanych BeBeauty i dwóch kosmetyków do włosów na bazie łopianu z Elfa Pharm. 

przed...

i po.











czyścimy tapicerkę :)

PS nowa sól na obolałe mięśnie - będzie w denku!

Dajcie znać, co ciekawego działo się u Was przez ostatni miesiąc.
Też stawiacie sobie jakieś wyzwanie?
Do następnego,
Paulina

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz