niedziela, 4 września 2016

Dostępna marka, przystępne ceny - Ingrid Cosmetics


Dostępna marka, przystępne ceny - tymi słowami najłatwiej jest mi opisać produkty do makijażu firmy Ingrid. Bardzo się cieszę, że polskie blogerki makijażowe, takie jak Karolina Stylizacje czy Maxineczka lubią niektóre perełki tej marki i chętnie z nich korzystają na oczach swoich widzów. A co ja cenię w samych kosmetykach? Zobaczcie sami.


Na początek kilka słów wstępu. Marka Ingrid Cosmetics to jedna z odnóg firmy Verona Products Professional, która ma swoją siedzibę w Sochaczewie, w województwie mazowieckim. Wedle opakowań wszystkie produkty tworzone są w Polsce i na każdym z nich znajdziemy właśnie sochaczewski adres (firma nie jest dystrybutorem). O ile do kosmetyków pielęgnacyjnych Verony nie mam szczęścia (czytaj: kilka bubli), to do kosmetyków Ingrid w sumie nie mogę się przyczepić. Verona istnieje 13 lat, bierze czynny udział w Programie Promocji Polskiej Branży Kosmetycznej na rynkach zagranicznych POLSKA COSMETICS, realizowanym przez Ministerstwo Gospodarki.

Co na plus?
  • jednolita, prosta, minimalistyczna estetyka opakowań
  • napisy po polsku, klarowmne informacje
  • oznaczenia pochodzenia
  • nie za duża, ale zróżnicowana gama kolorystyczna 
Co mam?

1, 2, 3) Ingrid, Pędzle do makijażu 




Opisując od góry, kolejne pędzelki mają numer 3058, 3053 i 3052. Środkowego, który jest węższy i bardziej śliski, używam do pomadek. Pozostałych dwóch, tzw. kocich języczków lubię używać do "wciskania" cieni, które się osypują, mają drobinki lub po prostu nie są prasowane. Mam je od kwietnia 2015 roku i nadal wyglądają świetnie. Włosie bardzo dobrze reaguje na mycie, łatwo się piorą, nic z nich nigdy nie wypadło. Długie, wygodne rączki. Teraz trudno je dostać (wtedy kupiłam je na e-kobieca.pl). Dziś widziałam je tylko na jednej stronie i to w śmiesznie niskich cenach: 5-8 zł. Ja za 3058 zapłaciłam około sześć złotych, za 3053 pięć, a za 3052 osiem. Nic dodać, nic ująć. Są super.


4) Ingrid, róż do policzków Satin Touch, nr 10, 3,5g, 7,99 zł






Na żywo jest trochę jaśniejszy niż na zdjęciu, więc polecam zobaczyć go na żywo. Kupiony w lipcu tego roku w drogerii Sekret Urody. Mój pierwszy róż. Piękny, zgrabny, aż miło na niego popatrzeć. Ma delikatny, ciepły zapach. Nie można nić zrobić sobie plam. Subtelny, nie jest królem pigmentacji, ale nie tego oczekiwałam. Ładnie się rozciera. 


5) Ingrid, pomadka do ust Wonder Shine Full Color, nr 297,  4g, ok. 9 zł




Absolutna królowa mojej kosmetyczki. Ulubiona szminka. Gdybym mogła, nosiłabym ją codziennie. Kupiona wieki temu, ale nie potrafię się z nią rozstać. Nadal jest świetna. Coś pomiędzy brązem a brzoskwinią. Ma idealny stopień jasności. To jest możliwie najjaśniejszy odcień ust, przy którym wyglądam normalnie, a nie jak lalka Barbie. Bezpieczna, ciepła. To, że była szminką z dnia mojej obrony niech mówi sama za siebie. Nie podkreśla suchych skórek, nie wymaga balsamu. Ciekawe, czy od czasu jej kupienia zmienili formułę. Póki co, nie kończy się, czyli jest baaardzo wydajna.


6) Ingrid, Ideal Skin Concealer, płynny korektor, nr 9, 7ml, 9,49 zł






A to jest bardzo ciekawy przypadek. Kupiony na e-kobieca.pl w kwietniu tego roku. Szukałam możliwie najjaśniejszego polskiego korektora pod oczy, na grzbiet nosa itp. Kupiłam go. Nakładam, blenduję palcem, a on mi się kruszy i roluje pod oczami. No nie. Minęło kilka dni, minął tydzień, myślałam, że to wina podkładu, no nie dogadali się. Ale poczekałam jeszcze trochę i... jakby zupełnie inny kosmetyk. Przestał marudzić, rolować się, kruszyć. Na moje cienie wystarcza, co więcej, uratował nieudane zakupy, bo jego większość zużyłam do mieszania z za ciemnym podkładem. Do tego celu było go ciężko wydłubać, bo aplikator to pałeczka, ale nakładany od razu na skórę zdaje egzamin. Nie nadaje się natomiast do zakrywania niedoskonałości punktowych - jest po prostu na lekki. 

7) Ingrid, Liquid lipstick, pomadka w płynie, nr 303, 7 ml, 7,68 zł




Kupiona w lutym 2016 roku na strefaurody.pl. Myślałam, że to będzie gęsta, zastygająca pomadka w formie błyszczyka. A to jest po prostu błyszczyk, który nie zastyga. Na ustach jest zawsze trochę wilgotny, ale nie lepki. Czysty, mocny kolor, nie ma drobinek, nie cieknie. Kolor - truskawkowa czerwień. Wydajny. Daje efekt nawilżonych ust. Cukierkowy zapach. Ładny wizualnie.


8) Ingrid, Mineral Silk & Lift, podkład mineralny, nr 29, 30 ml, 8, 99 zł






Kupiony razem w różem w drogerii Sekret Urody. Mój kolor zimowy. Praktycznie się nie utlenia, kryjący, wydajny. Można go mieszać. Mam porcelanowy, najjaśniejszy odcień i jestem bardzo zadowolona, że w końcu mam jasny, polski, tani podkład, który nie jest pomarańczowy. Ledwo wyczuwalny zapach - po prostu pachnie jak każdy podkład.

9) Ingird, Generation X, Top Coat z efektem UV, 8 ml


Niestety, nie mam pojęcia, ile kosztował, gdyż właśnie wyciągnęłam go z denka. Super lakier nawierzchni, dawał efekt wodnej tafli i ładnie odbijał światło, póki nie zgęstniał. Nie wiem, czy faktycznie był UV, ale przy aplikacji był jak zwykły lakier. 


Kochani, ode mnie to wszystko.
Jestem ciekawa, czy już mieliście do czynienia z tą firmą.
PS Ingrid nie ma swojego sklepu online, ale te i inne produkty możecie prześledzić tu: klik!

Do następnego,
P.


3 komentarze:

  1. Miałam ten sam podkład z Ingrid,ale dla mnie jest albo za ciemny, albo za ciężki. Był bardzo widoczny na skórze, a tego nie lubię.
    Na koniec pytanie, na jakiej stronie widziałaś te pędzelki? Cena ogromnie kusi :D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaa i zapomniałam, miałam też podkład Ingrid Ideal Face - idealny na zimę, dobrze dopasowuje się do mojej trupiobladej twarzy :P

      Usuń