sobota, 5 listopada 2016

Krzyczałam na Gonciarzu, poznałam Spaleniaka, czyli podsumowanie października

spotkanie z Krzysztofem Gonciarzem w Krakowie

Październik zleciał piorunem i jak sami widzicie po ilości postów - niezwykle pracowicie. Magisterka i prace wszelakie ruszyły z przytupem tak mocno, że (potocznie mówiąc) w tyłek się podrapać to czasu nie było. Jeśli znacie jakieś patenty na to, jak się zmusić to reorganizacji planu dnia, to chętnie przyjmę! Ale skupmy się na pozytywach, po powodów do płaczu mam aż nadto. Do dzieła!


KRZYSZTOF GONCIARZ


Muszę wyróżnić spotkanie z Krzysztofem Gonciarzem i Kasią Mecinski, jakie miało miejsce w Krakowie w auli Auditorium Maximum. Zainteresowanie było ogromne, wszystkie miejsca poszły w dwie minuty. Niestety, All in UJ, który odpowiadał za organizację wydarzenia zaliczył wtopę robiąc overbooking, czyli przyjął większą liczbę formularzy, niż przewidują to miejsca na sali. Liczebność i stawienie się na miejsca chyba wszystkich uprawnionych sprawiło, że wielka grupa osób, które miały wejściówki nie mogły wejść na salę. Okropne było także zachowanie niektórych osób na sali, które chodząc wcześniej od ostatnich partii zajmowały ubraniami i rzeczami miejsca obok siebie dla dalszych osób z kolejki do drzwi, co znacznie utrudniało znalezienie jakiegokolwiek miejsca. Może nie brzmi to zbyt jasno, ale uwierzcie - sytuacja była jeszcze mocniej pogmatwana. 

Było, minęło :) Samo spotkanie przebiegło całkiem sympatycznie i zmieniło moje nastawienie do samego Krzysztofa. Może nie na gorsze, ale na bardziej krytyczne, analityczne, zaczęłam bardziej myśleć o jego działaniach, ale nadal sądzę, że jest cudownym, inspirujacym i mądrym człowiekiem. Kasia oczarowała wszystkich pozytywnym nastawieniem, humorem i swoją bystrością. Tak trzymać! Aż kusi mnie, żeby przenieść się w czasie (jakby to było możliwe) i zobaczyć ich kolejne role w kulturze popularnej za 5, 10 i 20 lat. Niekoniecznie jako twórców wideo.

Gorąco zachęcam Was do zobaczenia jego vloga z tego dnia (ten perlisty śmiech z publiczności to na 90% ja): 


A tu macie rejestrację transmisji na żywo, przeprowadzoną przez All in UJ. Falstart z imprezą 10/10 :) A co do tytułu dzisiejszego posta... Tak, "spoko luz" to moje słowa w 6:12 :D




NOWE STARE KINO

Wielką przyjemność sprawiły mi spacery do miejskiego kina w mojej rodzinnej miejscowości. Kino "Jedność" (nazwa jakże komunistyczna) odżyło w wiejkim stylu. Mój lokalny dom kultury jest nieduży, nie mamy osobnej sali kinowej. Sala widowiskowa jest uniwersalnym miejscem, wykorzystywanym do wszelkich możliwych akcji: koncertów, konkursów, uroczystości publicznych, akademii, obchodów, przedstawień a także filmów. Pozbawione środków "kino" zestarzało się. 

Jeszcze rok temu dziwny, siatkowany ekran stał nieużywany na deskach sceny.  Dzięki środkom finansowym z Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej mamy urocze, kameralne miejsce. Profesjonalny sprzęt (także dla filmów 3D), dobre nagłośnienie, kasa biletowa odpowiadająca standardom. Z holu zniknęły kartonowe ścianki na obrazki. Są krzesła, bar, sklepik, stoliki. Zdjęcia z gmniny (także te historyczne) a nawet dynie, jak na jesień przystało. Jest miło, kameralnie. Możnaby jeszcze poprawić salę, na czym zyskałoby nie tylko kino, ale i sam obiekt. Ale i tak jest pięknie! Bo doskonale pamiętam czasy, gdy do lodowatej sali na wieczorny seans przychodziłam sama i sam na sam z ekranem siedziałam na widowni. Wiadomo, każdy by się cieszył z takiej przyjemności, ale kino z taką historią zasługuje na pełną salę! 

Ceny są znakomite (normalny 14, ulgowy 12, w poniedziałki każdy bilet za 11 złotych), a warunkami nie odstajemy od kin studyjnych. Zapraszam gorąco, jeśli jesteście z Rzeszowa lub okolic. 

PS Moje dobre życzenia chyba do mnie wróciły, bo w wyniku losowania wygrałam voucher na bilet :)
Więcej o kinie dowiecie się tutaj.











 DANIEL SPALENIAK

Nie byłabym sobą, gdybym odpuściła koncert Daniela Spaleniaka w Krakowie! Strasznie chciałam usłyszeć go w końcu za żywo i gdy tylko dowiedziałam się o tak wspaniałej okazji wyciągnęłam obie jego płyty z domowej kolekcji, wrzuciłam do walizki i czekałam na weekend. Kto zna klub Piękny Pies na Kazimierzu, ten wie, że miejscem nie grzeszy. Gdy tłum (a bym naprawdę spory) zaczął wypełniać salę poczułam, że nie jestem odosobnionym ludzikiem w fascynacji nad talentem tego jegomościa. Naturalnie, spora część osób mogła być z łapanki, ale nie wierzę, że szybko zapomnieli o tym wieczorze. Z małą obsuwą i po komunikatach do publiki z prośbą o usunięcie krzesełek koncert się zaczął. Daniela wspomagał drugą gitarą kolega Artur.

Z pierwszym utworem momentalnie zrobiło się ciężko, dymnie i tajemniczo. Odśpiewałam pod nosem wszystkie kawałki z drugiej i pierwszej (jak miło!) płyty, optymistycznie przyjęłam także zapowiedzi trzeciej. Daniel zaprezentował się jako czarujący i zabawny artysta. Był rozmowny w trakcie i po koncercie. Ratując go pisakiem, sama spełniłam swoje marzenie i kolejne podpisane płyty lądują w mojej kolekcji. Daniel, dziękuję za chwilę rozmowy i czekam na dalsze działania. Kto ze mną? :) Chyba czas napisać coś więcej o Danielu na tym blogu...




SMAKI




Kasza tu, kasza tam, rampampam. Zboża podane na ciepło kojarzą się z polską kuchnią i jakoś tak wyszło, że i ja miałam okazję spróbować czegoś nowego, niekoniecznie o polskiej kuchni myśląc. W moich ulubionych Cudawiankach  próbowałam pierogi z kaszą gryczaną i była to bardzo udana przerwa obiadowa. W domu rodzinnym robimy i lubimy pierogi wszelakie, te z kaszą gryczaną także. Każdy, kto się z nimi mierzył wie, że nie są nawdzięczniejsze w lepieniu, gdzyż sama kasza się nie klei i wymaga łącznika. Najłatwiej użyć w tym celu białego sera. Tak też zrobiono w tym przypadku, ale sera dodano tak mało i umięjętnie, że nie wybija się on na znaczący plan i faktycznie jest tylko łącznikiem, a nie mocnym graczem. Do tego cieniuteńkie ciasto i piękna firaneczka. Mała wada: nie lubię "maszczonych" pierogów ani skwarek, ale ze względu na farsz przymknęłam na nie oko. Syta porcja za mniej niż 20 złotych. Polecam pierogomanom.



 Tradycyjnie przerwa na lunch w Cupcake Corner na Brackiej i przenosimy się do dnia, w którym odwiedziłam po raz pierwszy restaurację Dobra Kasza Nasza. Powiecie: wstyd i hańba, bo jestem w Krakowie już ponad trzy lata, knajpa znajduje się na Rynku, więc po drodze już dawno powinnam tam zajrzeć. No to zajrzałam. I wyszłam najedzona jak po tygodniu u babci. Fantastyczne, dosyć lekkie i sycące jedzenie! Byłam tak pod wrażeniem smaku, jaki może mieć zapiekana kasza z pomidorami, chciałam odtworzyć ten przepis. Oklaski za nieprzesolenie dania, co nie jest takie proste. W cenie każdej takiej zapiekanki macie surówkę (ja wybrałam z białej kapusty) oraz sos (w moim przypadku czosnkowy). Wszystko świeże, gorące, chrupiące. Super miejsce na obiad w większym gronie, także rodzinnym, bo lokal jest przytulny, ciepły, przestrzenny (jak na rynkowe kamieniczki) i cichy.  Pyszne herbaty też mają! Super jakość za przystępną cenę.





RELAKS


Mokry Kraków i moje białe trampki to fatalne połączenie. Pogoda płatała mi figle jak nigdy. Czyż jest coś bardziej denerwującego od świetnej pogody rano, dzięki której nie zabierasz parasolki oraz ciężkich butów i popołudnia, kiedy wychodzisz po zajęciach do domu i zderzasz się bez parasolki i bez ciężkich butów ze ścianą deszczu? Czasoumilaczem bezkonkurencyjnie zostają  świeczli Bispol - wersja miętowa oraz cynamon z pomarańczą. Nie obyło się też bez testu skarpetek eksfoliujących z Biedronki. Spoiler: skóra schodzi jak z węża :)

Rzeszów nocą :)




ZAKUPY

Paulina kontra nowy sklep. Podejście pierwsze. Zrobiłam zakupy w drogerii ekobieca.pl. Nic szczególnego, coś od firmy Evree, ale to już opowiem Wam w recenzji. W paczce znalazłam kod rabatowy -20% (sporo jak na darmowe ulotki) do sklepu jestesmodna.pl. Myślę sobie: pierwsze słyszę, pasowałoby w ogóle odwiedzić tę witrynę. Wchodzę, patrzę: typowy sklepik z damską odzieżą i dodatkami. Szukam jakiejś informacji o markach, czy to miks, czy chińczyk, czy inny gagatek. Widzę Figl, widzę Katrus, widzę Nife - jest dobrze!

Potrzebowałam jesienno-zimowego płaszcza. Szukam czegoś dłuższego, midi, bardziej do sukienki. Znajduję super wyglądający płaszcz z Katrusa - za 229 złotych bez zniżki. Ze zniżką 174 - bez kosztów, bo powyżej 150 nie płacisz. Jedna wada: nie ma zapięcia. Ale myślę sobie: wygląda na miękki, wszyję zamek (i tak faktycznie zrobiłam, wszystko w porządku). Patrzę na skład: w tabeli wpisany tylko poliester. Kurde, nie jestem pewna. Co prawda, domieszki sztucznych materiałów, np. nylonu sprawiają, że odzienie jest bardziej wiatroodporne. Wstrzymuję się jednak od zakupu, chcę się zastanowić. Następnego dnia coś mnie podkusiło i wchodzę na stronę samego Katrusa w poszukiwaniu niniejszego płaszcza. Znajduję go po tym samym zdjęciu. I co się okazuje? Skład: 45% wełny, 35% akrylu, 20% poliestru. Nieźle! Nabieram odwagi i zamawiam. Płacę jeszcze trzy złote mniej, bo skorzystałam w kodu -25% jaki tego dnia oferował sklep. 

Zdziwiłam się jedynie na poczcie, bo otrzymałam pudełko z marki Diechmann (zaczęłam się bać, że mnie wyrolowało). Widocznie sklep nie inwestuje we własne kartony. Nie było nawet taśmy firmowej. Więc razej komuś na prezent nie polecam zamawiać/wysyłać. Ale płaszcz super, na pewno pokażę w następnej części szafy, a na razie dzielę się z Wami tymi "bratnimi" linkami z obu sklepów:

płaszcz na jestesmodna.pl: klik
płaszcz na stronie Katrusa: klik





dorwałam w końcu moje ulubione mokre chusteczki z Biedronki, wersji 3 x 15 sztuk. Hurra!

powrót do szamponu z Venity, nowy płyn micelarny oraz szampon z Barwy. Zakupy w nowym, przeniesionym sklepie Sekret Urody uważam za udane!


wystawa Anny Zaradny w Bunkrze Sztuki










PAN TADEUSZ

niech Was nie zdziwi krajobraz za oknem - takie widoki po przeprowadzce :)

 Przez jeden weekend stałam się opiekunką kota. Kota Tadeusza. Tadek (vel Tadzik, Tadzio, Tadziu) okazał się być Stańczykiem jakich mało. Dodatkowo odkryłam, iż szkolił się u Bruce'a Lee, gdzyż jego ataki na ludzkie stopy okazują się być szybkie i nieprzewidziane. A mówiąc serio: każdy wie, że te futrzaste pysie są szalenie rozkoszne, nawet jak psocą i ja, kociara na odwyku, przepadam za nimi momentalnie. Koty rządzą :)

znajdź niepasujący element, czyli Tadeusz pomaga w porządkach



Kochani, ode mnie to już wszystko. Mam nadzieję, że Wam się podobało. Trzymajcie kciuki za końcówkę roku!
Do następnego,

P.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz